Mylić się jest rzeczą ludzką. A my pomyliliśmy się w naszym ostatnim artykule, sugerując zmianę kursu Ministerstwa Sprawiedliwości wobec frankowiczów. Nasza teoria, jakoby resort był otwarty na dialog z kredytobiorcami, a sama ustawa stała pod dużym znakiem zapytania, została obalona dosłownie w kilka godzin po napisaniu artykułu na ten temat. Dnia 29 kwietnia na łamach portalu Rzeczpospolita ukazał się tekst pełnomocniczki ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta, dr Anety Wiewiórowskiej-Domagalskiej. Niestety okazuje się, że chwilowa absencja w mediach nie była wywołana autorefleksją pani pełnomocnik. Wiewiórowska po raz kolejny w gorzkich słowach recenzuje strategię procesową strony konsumenckiej w procesach z bankami i przypisuje kancelariom prawnym działanie na szkodę ochrony konsumenta. Czy można to nazwać osobliwą próbą podsumowania sytuacji kredytobiorców po wyrokach TSUE z 16 kwietnia 2026 roku? A może jest to osobista krucjata pani pełnomocnik przeciwko grupie, której przedstawiciele ośmielili się wejść z nią w polemikę, demaskując jej zatrważające braki w wiedzy na temat frankowych rozliczeń?
Z tekstu dowiesz się:
- Czego dotyczy krytyka pod adresem kancelarii prawnych, kierowana przez pełnomocniczkę ministra w najnowszej publikacji poświęconej frankowym wyrokom TSUE
- Jakie aspekty związane z wciąż tlącym się konfliktem frankowym pełnomocniczka pomija w swojej krytyce
- Dlaczego Wiewiórowska-Domagalska przestała być dla kredytobiorców frankowych wiarygodna jako pełnomocnik.
Wiewiórowska-Domagalska znów atakuje kancelarie prawne. Okazją ku temu są wyroki TSUE z 16 kwietnia
We wczorajszym tekście pozwoliliśmy sobie na skierowanie skromnej pochwały w stronę Ministerstwa Sprawiedliwości, które 24 kwietnia 2026 roku opublikowało stanowisko w sprawie wyroków TSUE w sprawach C-752/24, C-753/24 i C-901/24. Komentarz resortu do wyroków oceniliśmy jako zrozumiały, wyważony i oddający sens wszystkich trzech unijnych orzeczeń. Autorką publikacji udostępnionej na stronie resortu jest pełnomocniczka ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta, dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska. Ta sama, z którą frankowiczom od pewnego już czasu jest nie po drodze.
Pani pełnomocnik uczciwie zapracowała sobie na brak zaufania środowisk konsumenckich – w licznych wystąpieniach medialnych i publikacjach z ubiegłego roku wypowiadała się w sposób niezwykle krytyczny o roszczeniach odsetkowych frankowiczów. Z wypowiedzi Wiewiórowskiej laik mógł wyciągnąć mniej więcej tyle, że kredytobiorcy frankowi wzbogacają się w absolutnie bezpodstawny sposób na odsetkach ustawowych za opóźnienie, które banki są zmuszone im płacić za toczące się wiele lat procesy sądowe. Nie znając powodów przewlekłości postępowań, można by wręcz pomyśleć, że kredytobiorcy sami komplikują swoje procesy, byleby uzyskać od banku jak najwyższą korzyść odsetkową.
Jest to oczywista bzdura i wie o tym każdy profesjonalny pełnomocnik prawny zajmujący się na co dzień sprawami frankowymi od strony konsumenta. Problem polega na tym, że pani pełnomocnik, mimo starannego wykształcenia i wielu lat zgłębiania zagadnień z zakresu ochrony praw konsumenta, nie jest praktykiem, tylko teoretykiem. A o tym, jak bardzo teoria potrafi różnić się od praktyki, nie musimy chyba nikogo przekonywać. I dotyczy to niemal każdej dziedziny życia, z prawem włącznie. Ale nie jest tak, że praktycy, poza frankowymi prawnikami, nie zabierają głosu w tej kwestii. Zabierają, jak najbardziej, a jako dowód może posłużyć rozmowa przeprowadzona pod koniec listopada 2025 roku przez Radio Poznań.
Gościem audycji „Poranne rozpoznanie” był wówczas prezes Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, sędzia Karol Ratajczak, który w rozmowie z dziennikarzem radia dał jasno do zrozumienia, że to banki domagają się od sądów przeprowadzania rozpraw w sprawach frankowych.
To o tyle ciekawe, że jednym z założeń ustawy frankowej jest upowszechnienie wydawania orzeczeń bez przeprowadzania rozprawy, nawet jeśli strona wyraźnie się jej domaga. Banki wnioskują o wyznaczenie terminu rozprawy, mimo że doskonale wiedzą, że w sprawie o nieważność stoją na przegranej pozycji. Nie przeszkadza im zupełnie, że w niektórych jednostkach sądowych przeprowadzenie rozprawy wydłuży cały proces i odsunie wydanie wyroku w czasie o kilkanaście miesięcy. Robią to, bo chcą odłożyć w czasie moment rozliczeń i eliminacji umowy z obrotu prawnego. Liczą przy tym oczywiście, że w międzyczasie uda się zawrzeć z kredytobiorcą ugodę, której warunki pozwolą na zatrzymanie części zarobku na abuzywnej umowie. Ale o tym pełnomocniczka ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta albo nie wie, albo umiejętnie udaje niewiedzę.
Kancelarie frankowe mają dość: ich przedstawiciele wchodzą z Wiewiórowską w otwartą polemikę
Uważamy za stosowne podkreślenie, że pełnomocnicy kredytobiorców bardzo długo nie reagowali na medialne zaczepki ze strony Wiewiórowskiej-Domagalskiej. Można odnieść wrażenie, że ich milczenie zachęciło pełnomocniczkę do stawiania w mediach coraz odważniejszych tez. Podważana była między inny etyka kancelarii, padały też sugestie o to, że działają one przede wszystkim w interesie własnym, a nie w interesie klienta. Przyszedł jednak moment, w którym pełnomocnicy zaczęli wchodzić w polemikę z Wiewiórowską, a kanałem komunikacji stała się między innymi platforma X.com.
Do historii przejdzie seria wpisów mec. Jacka Czabańskiego, który, po wypowiedzi pełnomocniczki na łamach Wyborczej, zdecydował się publicznie doedukować panią pełnomocnik z zakresu tego, jak działają odsetki ustawowe za opóźnienie, których domagają się konsumenci w sądach. Dzięki tej bezpłatnej lekcji mogła się ona wreszcie dowiedzieć, że naliczenie tego rodzaju odsetek za trwający 5 lat proces sądowy nie powoduje, że korzyść konsumenta z wyroku wzrasta o 100 proc. Niestety, zasięg tych wpisów był znikomy w porównaniu z zawierającymi fałszywe informacje wypowiedziami Wiewiórowskiej, prezentowanymi na łamach popularnych mediów ekonomicznych.
Aktywność medialna pani pełnomocnik spadła w lutym 2026 roku, po wyroku TSUE w sprawie Herchoski. Wydawało nam się nawet, że być może pełnomocniczka ministra zrozumiała, że jej wypowiedzi wpływają negatywnie na wizerunek Ministerstwa Sprawiedliwości i podkopują zaufanie społeczeństwa do rządu. Braliśmy też pod uwagę wariant, w którym pełnomocniczka została delikatnie poproszona w ministerstwie o zachowanie swoich osobistych przemyśleń dla siebie. Wygląda jednak na to, że ani autorefleksja, ani sugestia ze strony resortu nie miały miejsca. Minęło trochę czasu, pani pełnomocnik naładowała akumulatory i znów jest gotowa, by ciskać gromy w stronę kancelarii prawnych. Wyroki TSUE z 16 kwietnia 2026 roku okazały się ku temu idealną okazją.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Wiewiórowska o wyrokach TSUE z 16 kwietnia: unijni sędziowie zapobiegli bezpodstawnemu bogaceniu się frankowiczów?
Tekst autorstwa Wiewiórowskiej, który okazał się w Rzeczpospolitej 29 kwietnia, został opatrzony wiele mówiącym tytułem: „Frankowicze, pełnomocnicy i ich sądny dzień”. Pierwsza manipulacja pojawia się już w zajawce artykułu, z której dowiadujemy się, że Trybunał Sprawiedliwości UE potwierdził założenia, o które oparto projekt ustawy frankowej. Jest to oczywista próba przekonania społeczeństwa do tego, że TSUE w jakikolwiek sposób zaaprobował ów projekt, co przecież nie miało miejsca. Wyroki w sprawach C-752/24, C-753/24 i C-901/24 dotyczyły przedawnienia roszczeń banków.
Owszem, Trybunał w każdym z tych trzech przypadków wydał rozstrzygnięcie korzystne dla sektora bankowego, w tym sensie, że otworzył jego przedstawicielom furtkę do skutecznego dochodzenia roszczeń złożonych po terminie. Furtką tą są obecne w polskim kodeksie prawnym „względy słuszności”, pozwalające na uznanie przeterminowanego roszczenia w wyjątkowych sytuacjach, jak również oświadczenia składane przez konsumentów w toku postępowania sądowego, w których potwierdzają oni, że mają świadomość skutków stwierdzenia przez sąd nieważności umowy.
Jak się okazuje, według TSUE złożenie takiego oświadczenia przez konsumenta może generować następstwo w postaci wstrzymania biegu terminu przedawnienia roszczeń banku. Ponadto, 16 kwietnia banki dowiedziały się w TSUE, że składane przez nich powództwa o zwrot kapitału, w których roszczenie ma charakter ewentualny, przerywają bieg terminu przedawnienia.
Czytając artykuł Wiewiórowskiej opublikowany w Rzeczpospolitej, można wręcz odnieść wrażenie, że wyroki Trybunału w tych trzech sprawach wywołały u niej jakiś rodzaj satysfakcji. Jest to o tyle ciekawe, że w ministerstwie pełni ona rolę pełnomocnika ds. ochrony praw konsumenta, nie zaś ochrony praw banku. Tak oto komentuje ona sens wyroków wydanych przez TSUE 16 kwietnia:
„Odpowiedź na pytanie, dlaczego Trybunał zdecydował o modyfikacji ewidentnie prokonsumenckiej linii orzeczniczej tkwi w sposobie wykorzystywania w Polsce ochrony konsumenckiej, która przeszła ewolucję od dążenia do przywrócenia równowagi kontraktowej oraz sytuacji prawnej i faktycznej, w jakiej znajdowałby się konsument, gdyby postanowienia umowy nie były abuzywne, do poszukiwania możliwości uzyskania największego zysku („bezpodstawnego wzbogacenia” słowami TSUE) w związku z dochodzeniem roszczeń konsumenckich. ”
Trudno traktować poważnie tak daleko idącą nadinterpretację wyroków TSUE. Wszak Trybunał nie orzekł, że bank ma prawo do otrzymania zwrotu kapitału kredytu w każdym przypadku podniesienia roszczenia po upływie terminu. Wskazał wyraźnie, że sąd może zastosować regułę słuszności w wyjątkowych przypadkach, a polskie prawo precyzuje dodatkowo, jakie okoliczności sąd krajowy powinien wziąć pod uwagę, rozważając zastosowanie tego rozwiązania (chodzi między innymi o długość terminu przedawnienia, to, jak bardzo bank spóźnił się z wysunięciem roszczenia, oraz o okoliczności, w których doszło do zgłoszenia roszczeń po terminie). Uważamy za niezwykle szkodliwe, że w tej sytuacji przedstawicielka Ministerstwa Sprawiedliwości kreuje kredytobiorców frankowych na tych, którzy, podnosząc zarzut przedawnienia roszczeń banku, z rozmysłem dążą do bezpodstawnego wzbogacenia się.
Frankowicze nie udzielili sami sobie abuzywnych kredytów. Główną rolę w tym spektaklu odegrały banki
Wyobraźmy sobie teraz sytuację odwrotną: to bank ma możliwość podnieść w sprawie o zapłatę, że roszczenie konsumenta jest już przedawnione. Czy możemy realnie ocenić, że istnieje jakikolwiek przypadek, w którym bank świadomie nie korzysta z takiej szansy? To wątpliwe. Widać to doskonale na przykładzie spraw o sankcję kredytu darmowego, w których banki próbują wręcz wykreować nową rzeczywistość i przekonują sądy, że roczny termin na zgłoszenie oświadczenia o skorzystaniu z sankcji powinien być liczony od dnia uruchomienia finansowania, a nie od dnia spłaty ostatniej raty. Działanie banków jest wprost obmierzone na doprowadzenie do sytuacji, w której konsumenci nie będą w stanie skutecznie dochodzić swoich roszczeń przed sądami. Tymczasem narracja pełnomocniczki jest taka, że to frankowicze, wspierani przez swoich pełnomocników prawnych, dążą do wzbogacenia się kosztem banków, co nie jest prawdą.
Opinie takie, jak ta wyrażona przez Wiewiórowską w Rzeczpospolitej, w perfekcyjny sposób rozmywają odpowiedzialność za to, że w polskich sądach nadal mamy ok. 170 tys. postępowań frankowych. Tego kryzysu można było uniknąć, gdyby nie strategia obrana przez banki, od samego początku obmierzona na utrudnienie kredytobiorcom dochodzenia roszczeń.
Wiewiórowska, szukając przyczyn, dla których unijne orzecznictwo w sprawach polskich ewoluowało, próbuje obciążyć częściową odpowiedzialnością prezesa UOKiK, który nie wykazał się wg niej odpowiednią dla problemu aktywnością. W jej ocenie masowe dochodzenie roszczeń na drodze prywatnoprawnej miało być również wywołane przez „motywowany politycznie brak wczesnej interwencji ustawowej”. I znów, pełnomocniczka zapomina, albo udaje, że nie wie, kto odpowiada za to, że politycy, chętni do wprowadzenia systemowego rozwiązania frankowego problemu, porzucili ten pomysł na blisko dekadę.
Otóż powodem była nad wyraz skuteczna strategia banków, polegająca na straszeniu Państwa Polskiego międzynarodowym arbitrażem. Bankowcom wtórowała wówczas część ekspertów prawnych, wybitnych specjalistów od prawa konstytucyjnego. W zajawce do artykułu Wyborczej.biz z 3 marca 2016 roku, opublikowanego przez Annę Popiołek, czytamy: „Konstytucjonaliści, których o opinię poprosił Związek Banków Polskich, nie pozostawiają suchej nitki na prezydenckim projekcie pomocy dla frankowiczów. Ostrzegają przed kosztami odszkodowań dla instytucji finansowych. ”
Kancelarie frankowe przyczyniają się do osłabienia ochrony konsumentów? Tak sugeruje pełnomocniczka ministra…
Insynuacje Wiewiórowskiej idą znacznie dalej – zarzuca ona pełnomocnikom konsumentów stopniową radykalizację strategii procesowej. W jej ocenie „zaczęli oni dążyć do wykształcenia sytuacji, w której roszczenie banku uległoby przedawnieniu, co spotkało się z nieprzychylnym przyjęciem polskich sądów i sprzeciwem TSUE.” W opinii pełnomocniczki unijne wyroki będą mieć wpływ nie tylko na sytuację frankowiczów, ale także na pozycję procesową innych konsumentów – w tym w takich obszarach, w których poziom ochrony jest niższy, często wręcz niewystarczający. Konkluzja jest taka, że działania urzędu i pełnomocników konsumentów mogą w szerokim kontekście prowadzić do… osłabienia ochrony konsumentów.
Musimy przyznać uczciwie: jesteśmy pod wrażeniem. Tego rodzaju ekwilibrystyki argumentacyjnej nie powstydziłby się nawet Związek Banków Polskich. Przypominamy pani pełnomocnik, że rolą adwokata czy radcy prawnego jest działanie w interesie swojego klienta. Zawsze i wszędzie. Jeżeli pełnomocnik konsumenta zauważył, że bank nie dopilnował terminu na zgłoszenie swojego roszczenia, to logiczne jest, że podniesie ten argument w sądzie. Dokładnie tak samo zrobiłby pełnomocnik banku, zauważywszy, że roszczenie konsumenta jest przedawnione.
Przestańmy wreszcie traktować banki, jak gdyby były instytucjami pozbawionymi dostępu do najlepszej możliwej opieki prawnej. Banki zdawały sobie sprawę z ryzyka umów frankowych od samego początku: ryzyko to było znane już w momencie, w którym produkty tego typu były na masową skalę sprzedawane polskim konsumentom.
Banki, świadome tego ryzyka, zdecydowały się kontynuować sprzedaż i zaprzestały jej dopiero w okolicach 2011 roku, na skutek wyraźnych rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego. Później, gdy kredytobiorcy zaczęli masowo wychodzić na ulicę, protestując przeciwko abuzywnym i w konsekwencji niespłacalnym zobowiązaniom, banki robiły wszystko, by zapobiec systemowemu konwertowaniu tych umów na złotówki.
Gdyby w 2016 roku banki wykazały się dojrzałym podejściem i wzięły choć częściową odpowiedzialność za nieuczciwy proceder, którego się dopuściły, dziś nie dyskutowalibyśmy w ogóle o problemie tych kredytów, bo by go po prostu już dawno nie było. Nie byłoby też setek tysięcy spraw sądowych, których można było uniknąć – nie dzięki ingerencji prezesa UOKiK czy rządu, tylko właśnie dzięki odpowiedzialnej postawie sektora bankowego.
Tej postawy niestety zabrakło, nie tylko w 2016 roku ale i później, gdy wiadomo już było, że banki nie mają szans na utrzymanie abuzywnych umów w obrocie prawnym. Nawet wtedy przedstawiciele sektora bankowego nie podeszli do problemu w rozsądny sposób, tylko dalej kombinowali, jak uciec od finansowej odpowiedzialności za proceder frankowy.
Bankowcy na przestrzeni lat bezpodstawnie utrzymywali, że należy im się od konsumentów wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału. Następnie, gdy TSUE wypowiedział się w sposób negatywny o tych roszczeniach, banki zaczęły twierdzić, że należy im się waloryzacja wypłaconego konsumentowi kapitału. Także i te roszczenia upadły dzięki wyrokowi TSUE ze stycznia 2024 roku. Oczywiste jest, że banki, formułując takie roszczenia w pozwach kierowanych przeciwko konsumentom, dążyły do zatrzymania przy sobie części zarobku na abuzywnych umowach. Trudno to określić inaczej, niż dążeniem do bezpodstawnego wzbogacenia się tych instytucji.
Jednak gdy banki latami stosują taką strategię procesową, nie spotyka się to z wyraźnym sprzeciwem rządzących. Wszyscy cierpliwie czekają na wyroki TSUE, tak jakby kwestia tego, czy bank może zarabiać na abuzywnym produkcie, podlegała jakiejkolwiek dyskusji. Ale gdy to kredytobiorcy rękami swoich pełnomocników prawnych próbują po prostu skorzystać ze środków przewidzianych przez polskie prawo, nagle przypisuje się im chęć zarabiania na procesach sądowych. I tego rodzaju insynuacje kieruje pod ich adresem nie przedstawiciel sektora bankowego, tylko ekspert z Ministerstwa Sprawiedliwości, oddelegowany do działania na rzecz ochrony praw konsumenta.
Pełnomocniczka ds. ochrony praw konsumenta chętniej rozmawia z bankowcami niż z konsumentami. Z czego to wynika?
Na koniec chcielibyśmy skierować uwagę naszych Czytelników na jeszcze jedną kwestię. Dr Wiewiórowska-Domagalska, jako pełnomocnik ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta, w wyraźny sposób unika otwartej dyskusji ze stroną konsumencką (czy z pełnomocnikami prawnymi konsumentów). Wydawać by się mogło, że osoba, która tak zaciekle broni pomysłów legislacyjnych resortu zawartych w projekcie ustawy frankowej, zabierze głos w trakcie któregoś z posiedzeń sejmowych komisji poświęconych temu właśnie projektowi. Tak się jednak nie stało.
Nie zauważyliśmy też, by Wiewiórowska brała udział w jakiejkolwiek publicznej debacie, w której jej interlokutorem byłby przedstawiciel krytykowanych przez nią kancelarii. Naszym zdaniem ekspert tej klasy, gdy rzeczywiście jest pewny swoich tez i argumentów, nie boi się konfrontacji z innymi ekspertami, reprezentującymi przeciwne poglądy. Tymczasem strategia medialna i komunikacyjna pełnomocniczki wygląda tak, że zabiera ona głos na wydarzeniach, na których nie spotka frankowych prawników (na przykładzie Europejskiego Kongresu Finansowego mogliśmy się przekonać, jak swobodnie Wiewiórowska czuje się wśród przedstawicieli ZBP i KNF) lub na których nie będą mogli oni wejść z nią w publiczną polemikę. Ewentualnie kolportuje swoje przemyślenia za pomocą mediów głównego nurtu, w których nie czekają na nią żadne niewygodne pytania.
Trudno stwierdzić, jak to się dzieje, że pełnomocniczki ministra nie ma akurat tam, gdzie pojawiają się przedstawiciele krytykowanej przez nią grupy ekspertów. Czy jest to z jej strony strach przed konfrontacją i kolejną wizerunkową kompromitacją? A może jest jej po ludzku wstyd za to, co publikuje w mediach?
Obejmując w styczniu 2024 roku stanowisko pełnomocnika ds. ochrony praw konsumenta, dr Wiewiórowska-Domagalska stała przed szansą uczynienia czegoś naprawdę dobrego dla kredytobiorców poszkodowanych przez abuzywne zapisy w umowach pseudowalutowych. Wydawało się wtedy, że ma wszystkie niezbędne cechy, by sprawdzić się na tym stanowisku: znakomite wykształcenie, lata doświadczenia w zgłębianiu problematyki ochrony konsumenta, autorytet w środowisku i sympatię samych konsumentów.
Po ponad dwóch latach pracy na tym stanowisku autorytet i sympatia Wiewiórowskiej-Domagalskiej, przynajmniej w środowisku kredytobiorców, nie stoją już nawet pod znakiem zapytania. One po prostu przestały istnieć. Niechęć frankowiczów do tej ekspertki jest obecnie tak wielka, że postulują oni publicznie usunięcie jej ze stanowiska. Niestety, po stronie pani pełnomocnik nie widać jakiejkolwiek refleksji – tekst opublikowany wczoraj w Rzeczpospolitej świadczy raczej o tym, że przyjęła ona taktykę „ani kroku wstecz” i jest gotowa do kolejnej szarży na kancelarie prawne. Te same, bez których polscy frankowicze nie doczekaliby się żadnego przełomu w polskich sądach i nadal byliby związani abuzywnymi umowami.
PODSUMOWANIE:
Unijne wyroki z 16 kwietnia 2026 roku stały się dla pełnomocniczki ds. ochrony praw konsumenta okazją do kolejnego ataku wymierzonego w kancelarie prawne. Tym razem Wiewiórowska przypisuje im znacznie poważniejsze winy niż „tylko” działanie wbrew interesowi konsumenta. Jej zdaniem radykalizacja strategii procesowej frankowych pełnomocników doprowadziła do wydania wyroków, które w szerszym kontekście osłabią pozycję konsumentów, także w sprawach, w których ochrona konsumencka jest niewystarczająca.
Tym samym pełnomocnicy prawni, którzy odważyli się po prostu zwrócić uwagę sądu na złożenie przez bank roszczenia po terminie, są obarczani winą za ewentualne przyszłe trudności konsumentów w dochodzeniu roszczeń. Wiewiórowska nie wyjaśnia przy tym w dostatecznie jasny, zrozumiały sposób, na czym miałoby polegać osłabienie ochrony konsumenckiej wynikające z wyroków TSUE. Podkreślenia wymaga to, że pełnomocniczka unika bezpośredniej konfrontacji z przedstawicielami krytykowanego środowiska, do tego stopnia, że nie pokusiła się o czynny udział w posiedzeniach sejmowych komisji poświęconych projektowi ustawy frankowej. Projektowi, którego jest główną promotorką w mediach, i z którym jest kojarzona w znacznie większym stopniu, niż którykolwiek przedstawiciel resortu sprawiedliwości.


