Zapowiadana od czterech lat reforma wskaźników referencyjnych stanowi obecnie jedno z kluczowych wyzwań stojących przed polskim rządem i przed systemem finansowym. Kredytobiorcy mają w związku z tą reformą pewne powody do niepokoju: prace Narodowej Grupy Roboczej zostały zdominowane przez banki, a skala tej dominacji jest taka, że instytucje zajmujące się w Polsce ochroną konsumenta odmówiły udziału w przedsięwzięciu. Potwierdzają to słowa samego prezesa UOKiK, Tomasza Chróstnego, który 11 sierpnia udzielił wywiadu portalowi money.pl. Rozmowa ta z całą pewnością odbije się w mediach głośnym echem, albowiem Chróstny zdradza dość niewygodne dla rządzących szczegóły, związane z reformą wskaźników referencyjnych, ukazując trwający proces w zupełnie nowym świetle.
Z tekstu dowiesz się:
- Dlaczego UOKiK odmówił udziału w pracach Narodowej Grupy Roboczej ds. reformy wskaźników referencyjnych
- Jak prezes UOKiK wyobraża sobie rolę tego urzędu w procedurze reformy wskaźników
- Jaki podstawowy problem jest dziś przysłaniany przez dyskusję nad wyższością wskaźnika POLSTR nad WIBORem
- Co wywiad udzielony przez Tomasza Chróstnego mówi nam na temat jego obecnej relacji z obozem rządzącym.
Prezes UOKiK w pięknym stylu odbija piłeczkę rządzącym i ujawnia kontrowersje związane z reformą wskaźników referencyjnych
Przed kilkoma dniami dość obszernie komentowaliśmy tekst napisany przez dr Anetę Wiewiórowską-Domagalską i opublikowany w portalu „Rzeczpospolita”, w którym próbowała ona zrzucić na UOKiK odpowiedzialność za słabą ochronę polskiego konsumenta ze strony instytucji państwowych. Wiewiórowska wplotła do wspomnianego tekstu wiele kontrowersyjnych przemyśleń, między innymi na temat tego, że konsument w Polsce stał się towarem, zaś poziom faktycznej ochrony konsumenta zależny jest od opłacalności reprezentowania jego interesów przez kancelarie prawne.
Artykuł pełnomocniczki Ministra Sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta był kolejnym atakiem ważnego urzędnika państwowego, wymierzonym w osobę prezesa UOKiK. Tomasz Chróstny w krótkim czasie stał się bardzo niewygodny nie tylko dla samego obozu rządzącego, ale również dla banków. Opowiada się bowiem za rozszerzeniem ochrony konsumenckiej w przypadku stosowania przez banki niedozwolonych praktyk, czemu wyraz dał w trakcie prac nad ustawą o kredycie konsumenckim.
Prezes UOKiK chciał między innymi, by katalog naruszeń kwalifikujących umowę do objęcia jej sankcją kredytu darmowego został poszerzony o błędne wyliczenie przez bank zdolności kredytowej klienta. Dodatkowo proponował zniesienie górnego limitu kwotowego dla kredytu konsumenckiego (obecnie jest to kwota 255 550 zł) oraz postulował objęcie „sankcją kredytu darowanego” te przypadki, w których kredyt został uruchomiony bez wyraźnej zgody konsumenta.
Kierunek prac legislacyjnych obrany przez Chróstnego był krytykowany zarówno przez sektor bankowy, jak i przez Komisję Nadzoru Finansowego oraz Ministerstwo Finansów. Efektem było odebranie prezesowi UOKiK upoważnienia do prowadzenia prac nad projektem, co miało miejsce w maju br. W czerwcu media podały, że projekt będzie pisany od nowa, a upoważnienie do jego opracowania otrzymało Ministerstwo Sprawiedliwości.
Resort ma być wspomagany w tym przedsięwzięciu przez jednego z najgłośniejszych krytyków propozycji UOKiK, czyli przez Ministerstwo Finansów. Czasu na napisanie ustawy od podstaw jest niewiele. Ponieważ ma ona stanowić implementację do krajowego prawa unijnych regulacji zgromadzonych w dyrektywie CCD2, rządzący powinni zakończyć proces legislacyjny do 20 listopada br. Już teraz można odnieść wrażenie, że ów termin nie zostanie dotrzymany, a gra toczy się o to, by opóźnienie we wprowadzeniu nowych przepisów było jak najmniejsze.
Przy okazji warto wspomnieć, że w tym roku UOKiK stracił coś więcej niż kontrolę nad kształtem przepisów dot. kredytu konsumenckiego. Urząd intensywnie pracował nad wzorcem jednolitej umowy kredytu hipotecznego i namawiał rządzących do legislacyjnego uregulowania tej kwestii, tak aby stosowanie wzorca stało się standardem i nie było zależne wyłącznie od woli przedsiębiorcy. Rząd jednak nie był zainteresowany perspektywą przedstawioną przez UOKiK, co skutkowało rezygnacją urzędu z dalszych prac nad autorską wersją dokumentu.
W przypadku Chróstnego rząd nie może powtórzyć manewru zastosowanego wobec Rzecznika Finansowego. Dlatego dąży do zdyskredytowania go
Wydaje się, że największym problemem dla rządzących jest obecnie fakt, że Tomasza Chróstnego nie da się szybko i łatwo odwołać. Katalog zdarzeń pozwalających na pozbawienie go stanowiska przed końcem kadencji jest bardzo wąski – a wspomniana kadencja kończy się dopiero w 2028 roku, czyli już po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Teoretycznie Chróstny może zostać wybrany na kolejną pięcioletnią kadencję (obowiązujące przepisy, wdrożone w 2023 roku celem zapewnienia większej niezależności krajowym organom ochrony konkurencji, dopuszczają taką opcję) – nabór na to stanowisko jest otwarty, a osobą decydującą o wyborze nowego prezesa urzędu jest premier RP. Ironia polega na tym, że Tomasz Chróstny w fotelu prezesa UOKiK może przetrwać Donalda Tuska na stanowisku premiera – a to właśnie Tusk odebrał Chróstnemu upoważnienie do kierowania pracami nad ustawą o kredycie konsumenckim.
Datę zakończenia kadencji Chróstnego warto nanieść na wiborową „mapę drogową”, opracowaną przez NGR i udostępnianą na stronie KNF. Kres kadencji prezesa UOKiK przypada na maj 2028 roku, czyli na czas, w którym reforma wskaźników referencyjnych będzie wchodziła w końcową fazę. Następca WIBORu, wskaźnik POLSTR, będzie funkcjonował już w tysiącach umów kredytowych, zawartych przez banki od 1 stycznia 2027 roku. Jeszcze za bieżącej kadencji prezes Chróstny będzie w stanie sprawdzić w praktyce, jak banki poradziły sobie zarówno z opracowaniem procedur dedykowanych nowo zawieranym umowom, jak i z akcją aneksowania wcześniej uruchomionych umów. Nie dziwi więc, że kierowany przez niego Urząd nie chce zasiadać przy stole, przy którym powstają założenia całej reformy, skoro będzie następnie kontrolował rzetelność, z jaką została wdrożona.
Ponieważ rządzący nie są w stanie w majestacie prawa unieszkodliwić Tomasza Chróstnego, walczą z nim za pomocą innych dostępnych metod. Na drodze obserwacji działań rządu można wysnuć wniosek, że prezes UOKiK będzie zwalczany dużo subtelniej, niż miało to miejsce w 2024 roku w przypadku Rzecznika Finansowego. Bohdan Pretkiel został odwołany przed końcem kadencji niemalże z dnia na dzień, a media, w tym money.pl, sugerowały wówczas, że stało się to pod wpływem nacisków sektora bankowego. Bankowcy byli bowiem wyraźnie niezadowoleni z faktu, że RF wydał prokonsumencki istotny pogląd, w którym poparł możliwość badania klauzul zmiennego oprocentowania pod kątem ich abuzywności.
Prezes Tomasz Chróstny naraził się sektorowi (i rządzącym) w bardzo podobny sposób. Decyzja dr Pretkiela o poparciu konsumentów w sprawie przeciwko bankowi, w której osią sporu był złotowy kredyt hipoteczny, mogła wpłynąć pośrednio na przyszły kształt polskiego orzecznictwa w sprawach „wiborowych”. Dr Pretkiel został pozbawiony stanowiska w niespełna miesiąc od wysłania do TSUE przez sąd krajowy pierwszego kompletu pytań prejudycjalnych, odnoszących się do możliwości kontrolowania klauzul powiązanych z WIBORem. Z kolei Chróstny opowiedział się za niekorzystnymi dla banków przepisami, których wprowadzenie mogłoby skutkować zwiększeniem liczby spraw sądowych o sankcję kredytu darmowego.
Wygląda na to, że prezes Chróstny bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, jak liczne interesy naruszył, gorliwie realizując swoje obowiązki. I nie zamierza łatwo składać broni. Mierząc się z nagonką medialną i licznymi próbami podważania swoich kompetencji, nie ma jednak wielkiego pola manewru. Może po prostu odpowiedzieć ogniem, i to zdaje się czynić w rozmowie z money.pl, opublikowanej 11 sierpnia.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Chróstny wyjaśnia, dlaczego UOKiK nie bierze udziału w pracach NGR poświęconych reformie wskaźników referencyjnych
Rozmawiająca z prezesem UOKiK Karolina Wysota, dziennikarka money.pl, zaczęła wywiad od pytania o to, dlaczego ani Urząd, ani Rzecznik Finansowy nie siedzą przy stole, przy którym projektowana jest reforma wskaźników referencyjnych. Tomasz Chróstny w odpowiedzi wyjaśnił, że Narodowa Grupa Robocza jest w dużej mierze zdominowana przez przedstawicieli sektora finansowego lub osoby wcześniej z tym sektorem związane. Pracom NGR przewodniczy nie kto inny, jak prezes Związku Banków Polskich, a jego poprzednikiem był prezes jednego z banków. W ocenie prezesa UOKiK interes bankowców jest w pracach nad tą reformą bardzo mocno reprezentowany, co stało się jedną z przyczyn, dla których kierowany przez niego urząd nie dołączył do Narodowej Grupy Roboczej.
Chróstny sugeruje, że wpływ przedstawicieli UOKiK na kierunek prac Grupy mógłby być tylko iluzoryczny. W przyszłości, wobec pojawienia się problemów, sektor mógłby wykorzystać udział UOKiK w tych pracach celem legitymizacji własnych działań.
Nie oznacza to oczywiście, że UOKiK zamierza całkowicie wycofać się z walki o to, by projektowane przepisy były zgodne z interesem polskiego konsumenta. Plan prezesa urzędu można zawrzeć właściwie w jednym zdaniu:
„Chcemy zachować neutralność wobec procesu rekomendacyjnego i skoncentrować się na późniejszej ocenie konkretnych praktyk, umów i sposobu informowania konsumentów. ”
Dziennikarka portalu zwraca uwagę, że ZBP informował money.pl o przekazaniu UOKiK projektu dokumentów celem ich zaopiniowania, dopytuje przy tym Chróstnego o to, czy urząd rzeczywiście został poproszony o wydanie opinii, czy jedynie otrzymał projekt do wiadomości. W odpowiedzi prezes UOKiK wyjaśnia, że rekomendacje nie są aktem prawnym czy wytycznymi nadzorcy, tylko zasadami wypracowanymi przez NGR, w której silnie reprezentowany jest interes bankowy. Porównuje te rekomendacje do czegoś na kształt dobrych praktyk, do których stosowania przedstawiciele sektora finansowego nie są zobligowani.
Prezes ujawnia, że kierowany przez niego urząd cechuje ostrożne podejście do opiniowania dobrych praktyk opracowywanych przez przedsiębiorców. Ma na uwadze, że przedsiębiorcy dysponują dużą dowolnością w stosowaniu tych praktyk. Efekt w przyszłości mógłby być taki, że przedstawiciel sektora, któremu UOKiK zakwestionował umowę bądź poddał w wątpliwość prawidłowość jego działań, zacząłby się bronić tym, że urząd wydał wcześniej opinię w sprawie tych rekomendacji. Wygląda zatem, że UOKiK, woli grać wg własnych zasad i skoncentrować się na praktycznym weryfikowaniu konkretnych rozwiązań wprowadzanych przez sektor bankowy do umów zawieranych z konsumentami.
Marginalizując UOKiK, rządzący szkodzą sobie, bankom i sądom
Warto zwrócić uwagę, że Chróstny nie wykorzystuje wywiadu do robienia z siebie ofiary i przedstawienia strony rządowej w złym świetle. Wysyła jednak zarówno do rządu, jak i do banków subtelny komunikat: nie da się wciągnąć we współodpowiedzialność za reformę wskaźnika ani „ożenić” z opiniowaniem rekomendacji opracowanych przez NGR (a w praktyce, w dużej mierze, przez banki). Zamiast tego woli zachować neutralność i stać z boku, w oczekiwaniu, aż prace się zakończą i realizacja reformy wejdzie w fazę końcową. Dzisiaj to bankowcy i polityczni decydenci próbują rozliczać szefa UOKiK w mediach – ale za jakiś czas rolę się odwrócą i to on zacznie rozliczać swoich krytyków: za sposób aneksowania umów, wdrożenie klauzul awaryjnych i realizację obowiązków informacyjnych.
Dramat rządzących polega na tym, że niewiele są w stanie z tym zrobić. Do odwołania prezesa UOKiK brak jest podstaw. Zmiana przepisów legislacyjnych i ułożenie ich tak, by pozwalały na skrócenie kadencji Chróstnego byłoby z kolei wejściem w konflikt z UE: wprowadzenie regulacji, które gwarantują dzisiaj niezależność prezesowi, zostało bowiem wymuszone unijną dyrektywą ECN+. Wobec tego stanu rzeczy strona rządowa może co najwyżej ograniczać kompetencje Chróstnego do minimum i publicznie podważać jego autorytet. Jedno i drugie już się dzieje.
Tragizm tej sytuacji polega na tym, że marginalizowanie roli prezesa UOKiK może w przyszłości uderzyć rykoszetem zarówno w banki, jak i w rząd oraz… w polskie sądy. Gdyby przedstawiciele urzędu zostali uznani za pełnoprawnych partnerów w rozmowie o nowych przepisach, ryzyko wprowadzenia rozwiązań wadliwych z perspektywy ochrony praw konsumenta uległoby znacznemu obniżeniu. Obecnie to bankowcy dyskutują z bankowcami (lub przedstawicielami instytucji, którzy przyjmują w tych pracach pogląd sektora) o rozwiązaniach, którymi objęte zostaną miliony już funkcjonujących umów, plus wszystkie nowe kontrakty, realizowane od 1 stycznia 2027 roku. W takim układzie trudno o zachowanie obiektywizmu i chłodnego osądu sytuacji. Efektem może być powtórka z rozrywki, czyli kontrola tych umów i rządzących nimi mechanizmów dopiero na etapie sprawy sądowej, z finałem w postaci prokonsumenckich zasądzeń.
Zastąpienie WIBORu nowym wskaźnikiem przysłoniło rządzącym cel nadrzędny? Tak sugeruje prezes UOKiK
Rozmowa przeprowadzona przez money.pl z prezesem UOKiK schodzi w pewnym momencie na temat tego, co zmieni się w sytuacji kredytobiorcy po odejściu od wskaźnika referencyjnego WIBOR na rzecz PolSTR. Dziennikarka portalu pyta Chróstnego, czy comiesięczna zmiana wartości nowego wskaźnika może być traktowana jako zaleta, na co prezes odpowiada, że z perspektywy jego urzędu najważniejsze jest spełnienie obowiązków informacyjnych wobec konsumenta i to, by mógł on przewidzieć skalę przyszłego obciążenia. Dodaje, że to właśnie z tego powodu urząd wspiera rozwój hipotek opartych o czasowo stałe oprocentowanie. W rozmowie z ust prezesa padają następujące słowa:
„Obawiam się, że dyskusja „WIBOR czy PolSTR” może przysłonić znacznie ważniejsze pytanie: dlaczego kredyty hipoteczne w Polsce nadal w tak dużym stopniu opierają się na zmiennej stopie?”
Tomasz Chróstny nie chce, by dyskusja o wyższości nowego wskaźnika nad WIBORem przysłoniła podstawowy problem: w jego ocenie, w przypadku kredytów hipotecznych powinniśmy koncentrować się przede wszystkim na rozwoju rozwiązań opartych o okresowo stałą stopę. W trakcie wywiadu wypłynął także wątek obowiązków informacyjnych związanych z oferowaniem przez banki produktów opartych o wskaźnik PolSTR. Dziennikarka dopytuje, czy do ich prawidłowego wypełnienia wystarczy, że bank przekaże klientowi matematyczny wzór i dokument opisujący kalkulację. W odpowiedzi prezes UOKiK zwraca uwagę na faktyczne przyczyny zamiłowania sektora do zmiennej stopy procentowej, która pozwala obciążyć ryzykiem samego konsumenta. Prezes urzędu udziela sektorowi ważnej wskazówki:
„Konsument powinien dostać transparentną informację, ale nie powinien być nią przytłoczony. Sam wskaźnik jest bezpieczny z punktu widzenia regulacyjnego, jeżeli spełnia wymogi rozporządzenia BMR, którego realizacja podlega nadzorowi KNF. Osobną kwestią pozostają jednak sposób przedstawienia produktu klientowi i spełnienie obowiązków informacyjnych przez bank.”
W ten sposób prezes UOKiK subtelnie sugeruje, czego mogą dotyczyć ewentualne przyszłe spory powstałe na gruncie stosowania nowych stawek referencyjnych. Nie będzie tutaj chodzić o to, czy sam PolSTR jest legalny, tylko o to, w jaki sposób bank zaznajomił konsumenta z generowanym przez ten wskaźnik ryzykiem. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że jest to komunikat, którego odbiorcą jest nie tylko sektor bankowy, ale również strona rządowa. Skoro rząd odbiera UOKiK możliwość wpływania na przepisy regulujące kwestie kredytów konsumenckich i nie chce, by zajmował się jednolitym wzorem umowy kredytu hipotecznego, to urząd będzie korzystał z zachowanych uprawnień najlepiej, jak tylko można. Ograniczy się do kontroli ex post, stając się tym samym najsurowszym recenzentem tej reformy.
PODSUMOWANIE:
Rządzący wykazali się wyraźnym brakiem politycznego instynktu, wchodząc na ścieżkę wojenną z prezesem UOKiK. Tomasz Chróstny nie skapitulował pod naporem zmasowanej krytyki i przystąpił do kontrataku, broniąc dobrego imienia instytucji, której przewodniczy. Dobrane przez niego środki okazały się niezwykle celne – prezes urzędu nie ciska w politycznych decydentów czym popadnie, tylko w sposób wyważony tłumaczy opinii publicznej, dlaczego nie zamierza brać udziału w pracach nad reformą wskaźników referencyjnych, akcentując przy tym bardzo wyraźnie, kto wiedzie prym w tych pracach.
Jak się okazuje, to nie rząd i Nadzór Finansowy zdecydują o tym, jak zrealizowane zostanie całe przedsięwzięcie – przy okrągłym stole trwa dyskusja bankowców z bankowcami, a jedyną rolą UOKiK w całej tej procedurze miało być wydanie opinii do opracowanych rekomendacji. Urząd nie chce uczestniczyć w tej farsie i bardzo dobrze – dzięki zachowaniu neutralności będzie dużo bardziej wiarygodny w prowadzonej kontroli ex post.
Z perspektywy urzędu, w publicznej dyskusji nad reformą wskaźników poświęca się zbyt wiele miejsca wyższości PolSTR nad WIBORem. Prezes UOKiK wyraźnie daje do zrozumienia, że system, w którym dominują kredyty na stałej stopie, jest wygodny dla banków, bo daje im możliwość zrzucenia ryzyka na kredytobiorcę. W ocenie szefa UOKiK, dużo wyższy priorytet – w porównaniu do obecnego – powinien zostać nadany popularyzacji bezpiecznych i tanich kredytów mieszkaniowych na czasowo stałej stopie.



