Wiele można powiedzieć o politykach, działających na szczeblu krajowym, ale nie to, że nie mają instynktu samozachowawczego. Z reguły władza, zwłaszcza ta starająca się uchodzić za liberalną, dobrze wie, kiedy się wycofać z niepopularnych społecznie pomysłów. Ale nie tym razem. Ustawa frankowa jednak wraca do Sejmu, i to w ekspresowym tempie. Po odwołaniu posiedzenia z 12 marca 2026 roku rządzący postanowili powrócić do debaty nad sprawami frankowymi w jednym z pierwszych dostępnych terminów, czyli 26 marca. Posiedzenie zaplanowano na godzinę 12.00 i tak jak poprzednio, wezmą w nim udział posłowie z dwóch sejmowych zespołów: Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz Komisji Gospodarki i Rozwoju. Dyskusja posłów na temat kontrowersyjnych rozwiązań legislacyjnych będzie prowadzona w tle skandalu, którego głównymi bohaterami są znany prawnik, należący do Platformy Obywatelskiej, oraz były główny akcjonariusz (i założyciel) Getin Noble Banku.
Z tekstu dowiesz się:
- Co może stać za uporem, z jakim obecny rząd dąży do wprowadzenia ustawy frankowej
- Dlaczego decyzja o podejmowaniu tej ustawy właśnie teraz jest wizerunkowym blamażem
- Jak frankowicze z pozwu grupowego przeciwko GNB utknęli na lata w sądach.
Projekt ustawy frankowej wraca do Sejmu. Tym razem są szanse na jego przyjęcie?
Rządzący nie chcą odpuścić frankowiczom i w dalszym ciągu starają się przeforsować krytykowane przez ekspertów rozwiązania legislacyjne. W teorii ustawa frankowa ma usprawnić i przyśpieszyć postępowania dotyczące kredytów w CHF. W praktyce mało kto wierzy w scenariusz, w którym zapisy tej ustawy rzeczywiście przynoszą przełom w sądownictwie. Po niemal dwóch latach od rozpoczęcia prac nad ustawą krajobraz w polskich sądach zmienił się: sprawy frankowe nie napływają już do nich tak szerokim strumieniem, jak miało to miejsce jeszcze w 2024 roku.
W całym 2025 roku wpływ nowych pozwów o franki uplasował się na poziomie 93,5 tys., był zatem o prawie 30 tys. niższy niż jeszcze rok wcześniej. Wzrosła natomiast dynamika orzecznicza sądów, które w 2025 roku wydały prawie 127 tys. wyroków, o niemal 29 tys. więcej niż rok wcześniej. Efekt? Wskaźnik opanowania wpływu w sądach okręgowych wzrósł do poziomu 200 proc., natomiast pokrycie wpływu we wszystkich sądach to ok. 135 proc. Obecnie na rozpatrzenie czeka ok. 170 tys. spraw frankowych, z czego 66 tys. znajduje się w apelacji.
W pewnym sensie nie dziwi zatem determinacja rządu, który dobrze wie, że to ostatni moment na wprowadzenie ustawy. Wprawdzie największy boom na pozwy już minął, ale przy odrobinie szczęścia ustawę da się wprowadzić w połowie roku, co pozwoliłoby politykom obozu rządzącego na ogrzanie się w promieniach już nie południowego, a zachodzącego słońca frankowych statystyk.
Teraz albo nigdy, czyli co się stanie, jeśli projekt ustawy frankowej nie zostanie przegłosowany w tym roku
Jeśli z jakichkolwiek względów rządowi nie uda się wprowadzić ustawy frankowej w 2026 roku, dalsze prace nad proponowanymi przez resort sprawiedliwości rozwiązaniami stracą sens. Przy bieżącej dynamice orzeczniczej, malejącej liczbie nowych powództw i determinacji, z jaką banki dążą do ugód, w przyszłym roku w sądach może być poniżej 100 tys. frankowych postępowań. Do tego czasu TSUE wyda kolejne wyroki, tym razem odnoszące się w sposób precyzyjny do rozliczeń stron nieważnej umowy – wówczas może się okazać, że część rozwiązań, dziś usilnie forsowanych przez politycznych decydentów, jest niemożliwa do wprowadzenia ze względu na sprzeczność z wykładnią unijnego prawa.
Pierwsze czytanie projektu w Sejmie odbyło się 17 października 2025 roku, natomiast dwa miesiące później miało miejsce pierwsze i jak na razie ostatnie posiedzenie sejmowych komisji, na którym dyskutowano nad legislacyjnymi pomysłami Ministerstwa Sprawiedliwości. Wspomniane posiedzenie było przez nas szeroko opisywane i komentowane, nie będziemy się zatem powtarzać. Nie ukrywamy jednak, że bardzo nas ciekawi, z jakim nastawieniem posłowie zrzeszeni w komisjach podejdą do dyskusji o projekcie po masowym oprotestowaniu zawartych w nim rozwiązań przez społeczność konsumentów.
Nie zapominajmy, że frankowicze nie odpuszczają: desant na skrzynki mailowe posłów trwa, a katalog argumentów za odrzuceniem projektu stale się poszerza. Nie pomogły nawet poprawki, zgłoszone bezpośrednio przed pierwszym posiedzeniem komisji. Frankowicze, a przede wszystkim reprezentujący ich eksperci prawni, nadal utrzymują, że ustawa w prezentowanym kształcie nie ma szans naprawić sytuacji w polskich sądach, chociażby ze względu na konsekwencje prawdopodobnego masowego zgłaszania przez banki zarzutu potrącenia bezpośrednio przed wydaniem wyroku w sądzie II instancji.
Wg ekspertów prawnych zapisy zawarte w art. 5 i 18 projektu ustawy mogą jedynie skomplikować i wydłużyć procesy, co w przypadku apelacji, wciąż nie do końca radzącej sobie z opanowaniem wpływu, może się okazać szczególnie groźne.
Argumenty pełnomocników strony konsumenckiej, strony rządowej i samych banków, zetrą się już 26 marca o godzinie 12.00 – to właśnie wtedy odbędzie się posiedzenie połączonych składów dwóch sejmowych komisji, w trakcie którego ma dojść do rozpatrzenia projektu.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Sejmowa dyskusja o projekcie ustawy frankowej została przyćmiona przez aferę Getin Noble Banku. Umyślne przedłużanie postępowań okazało się warte miliony złotych
W ostatnich trzech latach o Getin Noble Banku mówiło się głównie w kontekście przymusowej restrukturyzacji podmiotu, a następnie objęcia go postępowaniem upadłościowym. My sami do wątku GNB powracaliśmy w minionych miesiącach głównie z uwagi na kuriozalne praktyki syndyka masy upadłościowej i skargi, które wpłynęły na jego działania do sędziego komisarza, nadzorującego proces upadłości. Kilka dni temu w sprawie Getinu znów zrobiło się głośno, i to nie za sprawą syndyka. Powracają stare grzeszki banku, popełnione w sądowym starciu z nikim innym, jak właśnie z frankowiczami.
Dnia 19 marca 2026 roku na platformie wp.pl pojawił się sensacyjny materiał, którego współautorem jest znany dziennikarz śledczy, Szymon Jadczak. Od tego czasu informacje zawarte w reportażu okrążyły Internet i pojawiły się w najbardziej opiniotwórczych mediach w kraju. Głównymi bohaterami są tu Roman Giertych (i prowadzona przez niego kancelaria, która obsługiwała sprawy frankowe Getinu) oraz Leszek Czarnecki, założyciel i wieloletni główny akcjonariusz GNB. Pojawia się też wątek Sebastiana J., pseudonim „Foka”, bliskiego współpracownika Giertycha.
W maju 2014 roku Getin Noble Bank zawarł ze spółką Giertych Kancelarie Prawne umowę, w oparciu o którą podmiot miał świadczyć bankowi pomoc prawną w sporach z kredytobiorcami pseudowalutowymi, głównie z frankowiczami. Należy wspomnieć, że w momencie zawierania tej umowy liczba spraw sądowych przeciwko Getinowi była niewielka: w 2015 roku takich pozwów było jedynie 56. Zainteresowanie frankowiczów pozwem wzrosło po „czarnym czwartku”, a prawdziwa lawina spraw sądowych ruszyła po 2019 roku (w którym TSUE wydał pierwszy wyrok frankowy). W 2022 roku GNB był już stroną ok. 9,5 tys. sporów frankowych, z perspektywą szybkiego „wzbogacenia się” o kolejne: hipoteki w CHF stanowiły w tym banku aż 27 proc. portfela kredytów.
Wiele emocji wzbudza treść umowy podpisanej przez bank z kancelarią Giertycha: miesięczne podstawowe wynagrodzenie kancelarii wynosiło 30 tys. zł plus podatek VAT, prócz tego bank był zobowiązany do zwrotu kosztów podróży i pokrywania kosztów noclegów, dokumentowanych rachunkami. Ale to nie wszystko: kancelarii należały się premie. I nie byłoby w tym nic dziwnego czy zastanawiającego, gdyby nie to, od czego bank miał te premie wypłacać.
Zwykle w przypadku takich umów premia należy się za sukces (z ang. „success fee”), czyli za wygranie sprawy lub doprowadzenie jej do satysfakcjonującego końca. Tymczasem w przypadku tej konkretnej umowy premia należała się od niewydania wyroku w określonym czasie, czyli w praktyce od przeciągania sprawy sądowej. Mechanizm został bardzo sprytnie skonstruowany – wszak w umowie nie ma słowa o tym, że kancelaria utrzymuje dodatkowe wynagrodzenie za komplikowanie czy też sabotowanie przebiegu postępowania. Sposób naliczania premii prowadzi jednak do tego, że kancelaria zarobi więcej, jeśli wyrok nie zapadnie. Wg doniesień mediów kancelaria miała zarobić na tej specyficznie skonstruowanej umowie aż 8,7 mln zł brutto.
Proces grupowy przeciwko GNB toczy się od 12 lat. Frankowicze nie mają już szans na odzyskanie pieniędzy od Getinu
Sposób działania kancelarii reprezentującej Getin dobitnie odczuli frankowicze uwikłani w proces zbiorowy przeciwko bankowi, który został zainicjowany pozwem z 2014 roku. W dwa lata po złożeniu pozwu o przystąpienie do niego zaczął starać się Sebastian J., wieloletni współpracownik Giertycha, prywatnie posiadacz kredytu we frankach. Działania podjęte przez tego kredytobiorcę, który w sprawie występował jako tzw. interwenient uboczny, służyły przedłużaniu postępowania, co jest o tyle bulwersujące, że pełniona w procesie funkcja zobowiązywała Sebastiana J. do wspierania strony konsumenckiej, a nie sabotowania jej roszczeń. Sebastian J. wycofał się z udziału w postępowaniu w październiku 2021 roku.
Postępowanie z powództwa grupowego wciąż się toczy, choć trudno nawet spekulować, kiedy może zapaść w tej sprawie prawomocny wyrok. Frankowicze uwikłani w ten proces już od 12 lat walczą o sprawiedliwość. Ironia polega na tym, że gdyby te osoby wystąpiły od razu z indywidualnym powództwem, wiele z nich dysponowałoby już prawomocnym wyrokiem unieważniającym umowę i zasądzającym zwrot świadczenia nienależnego. Tymczasem nawet jeśli w sprawie z powództwa zbiorowego sąd wyda wyrok stwierdzający obecność w umowach klauzul abuzywnych, uwikłane w ten proces osoby pozostaną bez szans na odzyskanie od GNB jakichkolwiek wierzytelności. Jest to wynik objęcia Getinu postępowaniem upadłościowym, w toku którego pierwszeństwo w dochodzeniu roszczeń od masy upadłościowej ma Bankowy Fundusz Gwarancyjny.
Roman Giertych jest dziś politykiem Platformy Obywatelskiej (oficjalnie wstąpił do partii w 2025 roku, wcześniej działał jako poseł niezrzeszony) i wiceprzewodniczącym klubu parlamentarnego KO. Z najnowszych doniesień medialnych wynika, że lada dzień do Okręgowej Izby Adwokackiej w Warszawie ma wpłynąć skarga na mec. Giertycha, w związku z jego komentarzem, dotyczącym rzekomych prób przeciągania wspomnianego wcześniej postępowania. Mecenas, przekazał mediom, że „przegrana rzecznika wynikała z niechlujności pozwu oraz z trudności, jakie niesie postępowanie grupowe”. W ocenie zapowiadającej skargę mec. Beaty Komarnickiej-Nowak, komentarz Giertycha jest kuriozalną próbą obrony swojego stanowiska. Jak tłumaczy prawniczka w swoim komentarzu dla money.pl, zasady etyki adwokackiej zabraniają poddawania publicznej krytyce pracy innych pełnomocników. Komarnicka-Nowak podkreśla, że „adwokat nie powinien w sposób nieuzasadniony, obraźliwy ani publiczny zarzucać innemu adwokatowi niewłaściwego wykonania pracy”. Wspólnik prawniczki, mec. Mariusz Korpalski, razem z Rzecznikiem Konsumenta reprezentuje kredytobiorców w pozwie grupowym przeciwko Getin Noble Bankowi.
PODSUMOWANIE:
Kredytobiorcy frankowi nie mają powodów, by ufać w dobre intencje rządu, którego jednym z najbardziej wpływowych polityków jest znany prawnik, uwikłany w kontrowersyjną relację biznesową z Getin Noble Bankiem. Sposób, w jaki skonstruowano zapisy projektu ustawy frankowej, ma pewne punkty wspólne z umową kancelarii Giertycha, zawartą z Getinem. W teorii wszystko wygląda w porządku – ale to teoria. Jeśli zaczniemy czytać między wierszami, to zrozumiemy, jakie jest drugie dno tych zapisów, i jakie mogą być ich konsekwencje dla tysięcy poszkodowanych kredytobiorców.
Już 26 marca o godzinie 12.00 frankowicze przekonają się o tym, kto spośród polskiej klasy politycznej faktycznie jest za sprawiedliwością dla strony konsumenckiej, a kto chce ułatwić życie bankowcom. W przyszłym roku wybory – należy się spodziewać, że frankowicze będą bacznie obserwować reakcje posłów na projekt ustawy frankowej i podziękują im odpowiednio za podjęte starania przy urnach wyborczych.


