W perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy przedstawiciele sektora bankowego ponownie spotkają się na jednej sali z prawnikami kredytobiorców – stanie się tak, gdy projekt nowej ustawy o kredycie konsumenckim wejdzie w fazę prac w komisjach. Pytanie, jak banki chcą rozmawiać z reprezentantami przeciwnej strony, skoro, gdy to tylko możliwe, starają się tłumić publiczną dyskusję na niewygodne dla nich tematy. Możemy się o tym przekonać teraz, gdy w mediach społecznościowych trwa gorąca debata poświęcona potencjalnym skutkom czwartkowego wyroku TSUE, w sprawie C-510/25. Wyrok dotyczył rozliczeń nieważnej umowy kredytu frankowego, a konkretnie tego, czy dopuszczalne jest prowadzenie tych rozliczeń przez sąd krajowy zgodnie z teorią salda. Okazuje się, że banki zrozumiały ten wyrok zupełnie inaczej, niż pełnomocnicy frankowiczów. I nie byłoby w tym może nic oburzającego, gdyby jeden z najbardziej znanych bankowców w Polsce, którego głos jest wręcz utożsamiany z głosem całego sektora, nie blokował swoich interlokutorów w sieci, udając, że ich argumenty po prostu nie istnieją. Czy sektor bankowy w ogóle dojrzał do poważnej rozmowy ze swoimi klientami? A może to tylko pozory, stwarzane na potrzeby PR-owe?
Z tekstu dowiesz się:
- Jakie dwie rozbieżne narracje funkcjonują w przestrzeni publicznej po wyroku C-510/25 (Adazik) z 10 września 2026 roku
- Jak reaguje prezes ZBP na podejmowane przez frankowych prawników próby sprostowania jego niektórych kontrowersyjnych twierdzeń
- Dlaczego banki właściwie zawsze zniekształcają rzeczywisty sens unijnych wyroków i na ile skuteczna jest ta metoda.
Banki nie przyjmują do wiadomości rzeczywistego sensu wyroku C-510/25. W sieci posypały się blokady kont
Z dość niecodzienną sytuacją mamy do czynienia w przestrzeni internetowej po czwartkowym wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C-510/25. Nim przejdziemy do jej opisu, wyjaśnijmy, czego tak właściwie dotyczyła ta sprawa. Unijni sędziowie odpowiedzieli na dwa pytania prejudycjalne, odnoszące się do rozliczeń nieważnej umowy kredytowej indeksowanej kursem franka szwajcarskiego. W pytaniach chodziło o to, czy dyrektywa 93/13 stoi w sprzeczności z wykładnią sądową przepisów prawa krajowego, zgodnie z którą przepisy te pozwalają na rozliczenie z urzędu stron takiej nieważnej umowy za pomocą teorii salda (czyli z zastosowaniem kompensaty wzajemnych wierzytelności), i tym samym na pozbawienie konsumenta prawa do odsetek ustawowych za opóźnienie od pełnej sumy spełnionych świadczeń.
A prościej rzecz ujmując, Trybunał został spytany, czy sąd może sam, bez oświadczenia woli złożonego przez którąś ze stron postępowania, rozliczyć konsumenta i bank w jednym procesie, zasądzając na rzecz tego pierwszego wyłącznie nadwyżkę spłaconego kapitału, wraz z odsetkami ustawowymi od tej nadwyżki. Pytania były nieprzypadkowe. W polskim orzecznictwie dominuje pogląd, zgodnie z którym właściwym sposobem rozliczenia stron jest teoria dwóch kondykcji. Zakłada ona istnienie samodzielnych wierzytelności po każdej ze stron.
Podczas gdy frankowiczowi, którego umowa okazała się nieważna, przysługuje zwrot sumy spełnionych świadczeń (wszystkich rat kredytowych spłaconych od początku wykonywania umowy), bank dysponuje wierzytelnością równą wysokości użyczonego klientowi kapitału. Zgodnie z tą teorią, konsument ma prawo żądać odsetek ustawowych za opóźnienie od sumy spełnionych świadczeń, a nie tylko od tego, co nadpłacił bankowi ponad użyczony kapitał. Słuszność tej koncepcji potwierdził Sąd Najwyższy, wpierw w uchwale III CZP 6/21 z 7 maja 2021 roku, a następnie w dużej uchwale frankowej III CZP 25/22 z 25 kwietnia 2024 roku. Opisywany model rozliczeń jest obecnie dominujący w większości sądów – wyjątkiem jest tu np. Wrocław, gdzie duża część sędziów preferuje rozliczenia saldem.
Dla banków to, jak sąd będzie rozliczał nieważne umowy, stanowi sporą różnicę, sprowadzającą się przede wszystkim do dwóch kwestii: łącznej sumy odsetek za opóźnienie, należnych kredytobiorcy, oraz praktycznych aspektów dochodzenia zwrotu kapitału w przypadkach, w których terminowe zgłoszenie wierzytelności banku stoi pod znakiem zapytania. Potencjalne wskazanie przez TSUE teorii salda jako właściwszej metody rozliczeń niż teoria dwóch kondykcji mogłoby przynieść bankom same korzyści. Trybunał wydał jednak wyrok, który, właściwie zinterpretowany, nie wieszczy rychłej zmiany w orzecznictwie.
Co TSUE orzekł w wyroku C-510/25 (Adazik)?
W publicznej debacie o wyroku z 10 września 2026 roku jej uczestnikom często umyka jeden niezwykle istotny szczegół. Już sama konstrukcja pytań sądu odsyłającego jasno wskazywała na to, że jest mało prawdopodobne, by Trybunał Sprawiedliwości UE kategorycznie opowiedział się za jedną koncepcją, wykluczając jednocześnie tę drugą. Sąd odsyłający pyta bowiem nie o to, czy sama teoria salda lub teoria dwóch kondykcji są zgodne z dyrektywą 93/13 (lub o to, która jest właściwsza). Pytania dotyczą, jak już zostało wcześniej wspomniane, krajowych przepisów regulujących tę kwestię, a konkretnie ich wykładni sądowej. TSUE uznał że unijna dyrektywa nie stoi na przeszkodzie takiej wykładni krajowych przepisów, zgodnie z którą sąd krajowy może z urzędu rozliczyć strony nieważnej umowy za pomocą teorii salda.
Szkopuł jednak w tym, że polskie prawo nie przewiduje w ogóle sytuacji, o której mowa w pytaniach prejudycjalnych i w odpowiedzi na nie. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, aby sąd mógł dokonać rozliczeń poprzez kompensatę wierzytelności, któraś ze stron postępowania musi złożyć oświadczenie woli, tj. zgłosić zarzut potrącenia. To, na etapie procesowym, jest możliwe co do zasady jedynie w pierwszym piśmie procesowym – w praktyce najczęściej chodzi tu o odpowiedź na pozew. Jeżeli w momencie odpowiadania na pozew wierzytelność wciąż nie była wymagalna, strona może podnieść zarzut potrącenia do 2 tygodni od zaistnienia wymagalności. Kwestia ta jest uregulowana w art. 203 (1) kodeksu postępowania cywilnego.
Jak w praktyce wpływa to na znaczenie wyroku TSUE w sprawie Adazik? Zdaniem pełnomocników kredytobiorców, a także wielu komentatorów niezaangażowanych bezpośrednio w spór frankowiczów z bankami, orzeczenie Trybunału tak naprawdę nic nie zmienia. Każdy sędzia wyniesie z niego tyle, ile uzna za stosowne. W praktyce ci, którzy dotąd orzekali z zastosowaniem teorii dwóch kondykcji, nadal będą to robić, a ci, którzy preferowali teorię salda, uzasadniając swoje wyroki, będą odwoływać się do stanowiska TSUE z 10 września 2026 roku.
Taki scenariusz bardzo nie odpowiada bankom, dlatego absolutnie nie dziwi, że ich przedstawiciele robią, co w ich mocy, by przeforsować w przestrzeni publicznej inną narrację.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Związek Banków Polskich zapowiada koniec „frankowego absurdu”. Nie jest jednak gotów na merytoryczną dyskusję z przeciwnikami
W dniu wydania wyroku C-510/25 Związek Banków Polskich umieścił na swojej stronie komunikat, w którym poinformował, że TSUE kończy z frankowym absurdem. Zgodnie z narracją przyjętą w tym tekście, „TSUE potwierdza, że konsument w razie unieważnienia umowy może żądać wyłącznie nadwyżki ponad spłacony kapitał wraz z odsetkami wyłącznie od kwoty nadwyżki.”. Jest to oczywista próba manipulacji, albowiem Trybunał niczego takiego nie stwierdził, a jedynie zawyrokował, że jeśli przepisy krajowe nie stoją temu na przeszkodzie, to sąd może z urzędu (może, wciąż nie musi!) dokonać kompensaty wzajemnych wierzytelności stron nieważnej umowy, przy jednoczesnym naliczeniu na rzecz konsumenta odsetek ustawowych za opóźnienie od nadpłaty kapitału.
Ten sam przekaz prezes ZBP, Tadeusz Białek, powielił na portalu Linkedin. Nie wziął jedynie pod uwagę, że tam jego wypowiedź szybko zachęci do polemiki ekspertów prawnych z przeciwnej strony barykady. Gdy pod wpisem prezesa Związku zaczęły się pojawiać komentarze prostujące oczywiste przekłamania zawarte w opublikowanym przez niego tekście, ten postawił na sprawdzoną metodę rodem ze słusznie minionych czasów. Postanowił po prostu zablokować niezgadzającym się z nim prawnikom możliwość swobodnej wypowiedzi pod postem. Poinformował o tym na portalu X.com radca prawny Mateusz Lato, który po skomentowaniu wpisu Białka na Linkedin, został zablokowany, a sam jego komentarz został usunięty. Prawnik dodał, że w podobny sposób zostali potraktowani inni pełnomocnicy strony konsumenckiej.
Co mogło aż tak zdenerwować prezesa ZBP w komentarzu prawnika? Okazuje się, że skasowana replika nie zawierała żadnych kontrowersyjnych treści. Mateusz Lato zwrócił jedynie uwagę Tadeuszowi Białkowi na fakt, iż stanowiska prezentowane przez przedstawicieli doktryny w sprawie wyroku TSUE nie pokrywają się z tezami z posta. Prawnik umieścił przy tym odnośnik do wpisu dr Tomasza Czecha, radcy prawnego, którego trudno posądzić o szczególne sympatyzowanie z frankowiczami. Dość powiedzieć, że dr Czech przez wiele lat był redaktorem naczelnym Monitora Prawa Bankowego, jego opinię trudno zatem nazwać stronniczą.
Ekspert z dziedziny prawa bankowego prostuje sens wyroku Adazik. Banki nie mają na to odpowiedzi
W linkowanym wpisie dr Tomasz Czech wskazał garść faktów na temat wyroku w sprawie Adazik, między innymi wyjaśnił, iż:
- TSUE jasno stwierdził, że o tym, czy w sprawie nieważnej umowy kredytowej należy stosować teorię dwóch kondykcji, czy teorię salda, decyduje prawo krajowe
- dyrektywa 93/13 nie zobowiązuje krajowych sądów do wyboru teorii salda bądź teorii dwóch kondykcji
- w dotychczasowym orzecznictwie Trybunał nie opowiedział się ani za saldem, ani za dwiema kondykcjami (przypominamy, że jest to o tyle ważne, iż banki stały na stanowisku, zgodnie z którym wyrok w sprawie Lubreczlik rekomendował sądom teorię salda)
- unijni sędziowie wcale nie nakazali rozliczeń nieważnej umowy kredytowej w jednym postępowaniu
- nieprawdą jest, jakoby wyrok C-510/25 skutkował koniecznością stosowania teorii salda w każdym postępowaniu.
Dr Tomasz Czech daje zupełnie jasno do zrozumienia, że uchwały Sądu Najwyższego przyjmują stosowanie teorii dwóch kondykcji w rozliczeniach wierzytelności wynikających z nieważnej umowy kredytowej. To właśnie te uchwały pokazują, jak wygląda prawo krajowe w odniesieniu do wspomnianych rozliczeń. Wyrok C-510/25 jest o tyle istotny, że w sprawie, w której któraś ze stron skutecznie podniosła zarzut potrącenia, zapewnia konsumentowi minimalny próg ochrony w postaci prawa otrzymania zwrotu nadpłaty kapitału wraz z odsetkami za opóźnienie, liczonymi od tej nadpłaty.
Tym samym opinia dr Tomasza Czecha w przedmiocie unijnego wyroku pokrywa się ze stanowiskiem pełnomocników strony konsumenckiej. Prezes ZBP wyraźnie nie chce, by taka obiektywna ocena sytuacji skradła uwagę czytelników jego wpisu, i trudno się mu dziwić. Ilekroć TSUE orzeka w sprawach frankowiczów, sektor bankowy przedstawia własną interpretację unijnych stanowisk, wypaczającą ich rzeczywisty sens.
Banki robią tak od lat, z wielu powodów. Liczą między innymi, że tym sposobem przekonają część środowiska sędziowskiego do własnej perspektywy. Ponadto mają nadzieję, że niektórzy kredytobiorcy, szukając informacji dotyczących unijnych wyroków, trafią właśnie na lekturę przygotowaną przez sektor i na jej podstawie wyrobią sobie zdanie w danej sprawie. Dodatkowo, banki liczą, że dziennikarze, zajmujący się problematyką unijnych wyroków, umieszczą ich stanowisko w swoich tekstach, przedstawiając je jako kontrę dla wypowiedzi frankowych prawników.
Na początku każdy wyrok TSUE jest korzystny dla banków… Potem do akcji wkraczają polskie sądy
Jak pokazuje historia spraw frankowych, tezy stawiane przez bankowców po wyrokach TSUE starzeją się niezwykle szybko – są bezlitośnie weryfikowane przez krajowe sądy, które w zdecydowanej większości potrafią należycie odczytać intencje Trybunału i zasilają statystyki o kolejne jednoznacznie prokonsumenckie wyroki. Produkując fałszywe teorie do unijnych orzeczeń i kolportując je w przestrzeni publicznej, sektor sam sobie odbiera powagę i wiarygodność – jeśli prześledzimy reakcje bankowców na kolejne wyroki TSUE, począwszy od tego w sprawie Raiffeisen vs. Dziubak, skończywszy na sprawie Adazik, zauważymy, że nie było jeszcze przypadku, w którym sektor publicznie dokonałby obiektywnej oceny któregokolwiek unijnego stanowiska w przedmiocie spraw konsumenckich.
Scenariusz jest zawsze ten sam: ogłoszenie mniej lub bardziej spektakularnego zwycięstwa, po którym przychodzą wyroki krajowych sądów, wprost odwrotne do wcześniejszych bankowych twierdzeń. Po jakimś czasie media zapominają o sprawie w oczekiwaniu na następny wyrok TSUE – gdy ten zapada, banki ponownie zapowiadają klęskę swoich przeciwników, zamiast której w krótkim czasie mamy kolejną falę prokonsumenckich wyroków.
Powtarzalność tego mechanizmu jest w pewnym sensie śmieszna i groteskowa – niestety, ma też swój negatywny wymiar, który poznajemy, gdy przychodzi do rozmów z ustawodawcą o konkretnych rozwiązaniach legislacyjnych. Konsumenci przekonali się, jak wygląda dyskusja ze stroną bankową, przy okazji prac sejmowych komisji nad ustawą frankową. Bankowcy kluczyli, manipulowani faktami, na szczęście bardzo nieudolnie, i próbowali przypisać frankowiczom niestworzone motywy, takie jak chęć bogacenia się na odsetkach za opóźnienie.
Wkrótce polskich kredytobiorców czeka powtórka z tej rozrywki: Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad nową ustawą o kredycie konsumenckim, a rozpoczęcie konsultacji publicznych tego projektu jest już tylko kwestią miesięcy. Po nich przyjdzie czas na prace w komisjach sejmowych, a co za tym idzie, prawnikom strony konsumenckiej znów przyjdzie spotkać się na tej samej sali z przedstawicielami strony bankowej. Czy przy okazji tego projektu możemy liczyć na wartościową merytorycznie wymianę zdań? Niestety, to wątpliwe.
W sprawie SKD banki już teraz grają nieczysto, uznając roszczenia tylko tam, gdzie sąd skierował pytania prejudycjalne do TSUE. Dążą do storpedowania unijnych postępowań, bo mają świadomość, że każdy kolejny wyrok zacieśnia przyszłe ramy legislacyjne projektu ustawy o kredycie konsumenckim. Kredytobiorcy muszą liczyć się z tym, że gdy projekt trafi do prac w komisjach, a do głosu zostaną dopuszczone banki, narzędziem w dyskusji o nowych regulacjach staną się sztuczki erystyczne i argumentacyjna ekwilibrystyka.
PODSUMOWANIE:
- Banki wiedzą, że wyroku C-510/25 nie da się przekuć w korzystną dla nich zmianę orzeczniczą. Jak zwykle w takich przypadkach, próbują jednak wypaczać sens wyroku, licząc, że prawda ujrzy światło dzienne możliwie jak najpóźniej
- Ponieważ bankowcy nie mają argumentów na poparcie głoszonych tez, unikają wchodzenia w dyskusję z przedstawicielami środowisk eksperckich, do tego stopnia, że wolą cenzurować wypowiedzi pod swoimi wpisami, niż pozwolić na swobodną wymianę myśli pod tymi publikacjami
- Wyrok Trybunału w sprawie Adazik nie zmieni polskiego orzecznictwa w zakresie rozliczeń stron nieważnej umowy, z prostej przyczyny: polskie prawo nie dopuszcza sytuacji, w której sąd z urzędu dokonuje potrącenia, bez oświadczenia woli którejś ze stron procesu. O tym, jak powinny wyglądać rozliczenia pomiędzy frankowiczem a bankiem, stanowią uchwały Sądu Najwyższego, w tym ta z kwietnia 2024 roku, mająca moc zasady prawnej.




