Bank nie musi informować kredytobiorcy o szczegółach metodologii wyznaczania WIBORu, a sam wskaźnik nie może być badany przez krajowe sądy pod kątem abuzywności – to główne wnioski płynące z wyroku C-471/24, który zapadł w TSUE w zeszły czwartek. Banki bardzo szybko ogłosiły w mediach swój sukces, tak jakby to orzeczenie co do zasady miało zamknąć kredytobiorcom drogę do kwestionowania warunków znajdujących się w umowach hipotecznych kredytów złotowych. Tak jednak nie jest. W motywach wyroku unijni sędziowie zawarli wiele interesujących przemyśleń dotyczących obowiązków informacyjnych banków. Ważne jest tylko, by krajowi sędziowie w swojej analizie unijnego orzeczenia nie ograniczyli się do lektury samej sentencji. Co zatem powinno znaleźć się w umowie kredytu hipotecznego, by bank nie musiał się obawiać pozwu?
Z tekstu dowiesz się:
- Co mówi nam wyrok TSUE o obowiązkach informacyjnych banków względem konsumenta w odniesieniu do ryzyka zmiennej stopy procentowej
- Czy bank może stosować w umowie z konsumentem własną definicję WIBORu oraz administratora, a jeśli tak, to pod jakim warunkiem
- Które umowy kredytowe są po wyroku TSUE najbardziej zagrożone pozwem, a które generują po stronie banku najmniejsze ryzyko
- Jaki bardzo poważny błąd popełniały banki w procesie informowania kredytobiorcy o skutkach zastosowania WIBORu w umowie i czym może się to dla nich skończyć.
Sądy nie mogą badać abuzywności WIBORu w umowach zawartych od 1 stycznia 2018 roku. Jest jednak małe „ale”
W zeszły czwartek Trybunał Sprawiedliwości UE odpowiedział na trzy z czterech pytań prejudycjalnych, zarejestrowanych pod sygnaturą C-471/24. Wydźwięk tej odpowiedzi wydaje się jednoznaczny: sąd krajowy nie może kontrolować wskaźnika referencyjnego WIBOR pod kątem abuzywności, przynajmniej w umowach zawartych po wejściu w życie przepisów rozporządzenia BMR, co miało miejsce 1 stycznia 2018 roku.
Sama klauzula zmiennego oprocentowania powiązana z WIBORem może jednak stać się przedmiotem takiej kontroli, jeżeli warunek umowny nie jest zgodny z wymogiem przejrzystości, czyli nie został sformułowany jasnym, zrozumiałym językiem (w efekcie czego kredytobiorca mógł mieć problemy z oszacowaniem całkowitego kosztu swojego kredytu). Samo naruszenie wymogu przejrzystości nie oznacza jednak abuzywności klauzuli – tę właśnie kwestię w indywidualnych sprawach badać będą krajowe sądy.
Eksperci prawni bardzo szybko zaczęli tłumaczyć stronie konsumenckiej, jak ów wyrok przełoży się na krajowe orzecznictwo. W tym miejscu należy podkreślić, że TSUE w swoim wyroku odnosi się do konkretnej umowy kredytowej zakwestionowanej przez konsumenta – ta została zawarta w 2019 roku, czyli już po wprowadzeniu przepisów BMR, regulujących procedury opracowywania kluczowych wskaźników referencyjnych.
To, że sądy nie mają prawa kwestionować WIBORu w umowach po 2017 roku, nie oznacza, że takie samo ograniczenie dotyczy umów wcześniejszych. Zdaniem prawników reprezentujących złotówkowiczów w sądach, potrzebne są kolejne wyroki TSUE, tym razem dotyczące starszych umów. Ta potrzeba może zostać zaspokojona już wkrótce, albowiem w zeszłym roku do Luksemburga trafiły dwie sprawy odnoszące się do umów PKO Banku Polskiego, zawartych przed BMR. Sprawy otrzymały sygnatury C-586/25 i C-630/25, a następnie zostały połączone, celem wspólnego rozpoznania przez TSUE.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Unijna ochrona nad bankami zależy od tego, czy WIBOR był zgodny z BMR
Wróćmy jednak do dnia dzisiejszego i tego, co na tę chwilę wiemy na temat obowiązków informacyjnych banków względem konsumenta. Czy rzeczywiście jest tak, że wyrok C-471/24 czyni w praktyce WIBOR „teflonowym”? Nie do końca. W unijnym wyroku liczy się nie tylko sama sentencja, zawierająca zwięzłą odpowiedź na zadane przez sąd pytania. W jego analizie nie można pomijać poszczególnych motywów, a jeden z nich, o numerze 133 (odnoszący się do pytania trzeciego zadanego przez sąd odsyłający), wskazuje na pewną zależność pomiędzy obowiązkami informacyjnymi banku po wejściu w życie rozporządzenia BMR a zgodnością zastosowanego wskaźnika z tym rozporządzeniem.
Wg stanowiska TSUE, ani to, że WIBOR nie zawsze jest ustalany w oparciu o rzeczywiste transakcje, ani to, że kredytodawca przekazuje dane, które biorą udział w ustalaniu tego wskaźnika, nie powoduje, że warunek umowny (klauzula zmiennego oprocentowania) można uznać za mający nieuczciwy charakter. Z taką samą sytuacją mamy do czynienia, jeśli kredytodawca nie poinformował konsumenta o powyższych cechach WIBORu (oparciu jego wartości o kwotowania wiążące, pośrednim wpływie podmiotu udzielającego finansowania na wysokość stawki). Jest jednak małe „ale”. Taką ochronę rozporządzenie BMR rozciąga nad kredytodawcą wyłącznie wówczas, gdy w momencie zawierania umowy wskaźnik referencyjny można było uznać za zgodny z tym rozporządzeniem. A czy 1 stycznia 2018 roku tego rodzaju zgodność rzeczywiście występowała? Są co do tego pewne wątpliwości.
Przede wszystkim, WIBOR nie od razu został wciągnięty na listę kluczowych wskaźników referencyjnych wg rozporządzenia BMR. Nastąpiło to dopiero w 2019 roku, z kolei oficjalne zezwolenie dla GPW Benchmark, administratora WIBORu, na opracowywanie tego kluczowego wskaźnika, wydane zostało 16 grudnia 2020 roku, w niemal trzy lata od momentu, w którym Polska miała obowiązek dostosować swoje przepisy do BMR.
Prawnicy złotówkowiczów bardzo liczą na to, że któryś sędzia odważy się zadać Trybunałowi pytania o te rozbieżności, tak aby stało się jasne, kiedy – w ocenie unijnych sędziów – WIBOR stał się zgodny z rozporządzeniem. Od tego będzie bowiem zależeć dalsza ochrona banków przed konsekwencją niepoinformowania kredytobiorcy o kontrowersyjnych cechach wskaźnika referencyjnego.
Nie oznacza to absolutnie, że do momentu ustosunkowania się TSUE do wskazanej kwestii, kredytobiorcy pozostają bezbronni wobec banków. Trybunał w motywach wyroku wskazuje bowiem, jakie obowiązki informacyjne ciążyły na banku w przypadku umowy zawartej w 2019 roku, co będzie stanowić oczywisty punkt zaczepienia w toczących się postępowaniach sądowych.
O czym bank musiał poinformować kredytobiorcę złotowego po wejściu w życie BMR?
Obowiązkiem banku było poinformowanie kredytobiorcy o nazwie wskaźnika referencyjnego, nazwie administratora, a także o skutkach zastosowania w umowie zmiennego oprocentowania. Bank, celem objaśnienia kredytobiorcy podstawowych pojęć, mógł stosować własne definicje, odnoszące się zarówno do samego WIBORu, jak i jego administratora, ale pod jednym warunkiem. Definicje te muszą oddawać rzeczywistość, tj. nie mogą zniekształcać obrazu wskaźnika referencyjnego. Eksperci prawni wskazują, że ta część unijnego wyroku może wygenerować spore problemy po stronie sektora bankowego, albowiem w umowach kredytowych dość często zdarzało się, że bank wprowadzał własne definicje, dość luźno nawiązujące do stanu faktycznego. Powołanie się na taką okoliczność może wzmocnić pozycję procesową kredytobiorcy, kwestionującego uczciwość klauzuli umownej.
Najprawdopodobniej najistotniejszym wątkiem poruszonym przez TSUE w wyroku C-471/24 jest rola, którą w relacji banku z konsumentem pełni europejski znormalizowany arkusz informacyjny ESIS. Dokument został wprowadzony w związku z dyrektywą 2014/17/EWG, regulującą zagadnienia związane z kredytami mieszkaniowymi udzielanymi przez banki w państwach członkowskich. Jednolity standard ESIS został wprowadzony po to, by ułatwić konsumentowi porównywanie ofert kredytowych pomiędzy bankami. Bank powinien przekazać potencjalnemu klientowi taki arkusz jeszcze przed zawarciem umowy kredytowej. W arkuszu powinny znaleźć się informacje między innymi o całkowitym koszcie kredytu i RRSO, warunkach, na jakich może dojść do zmiany oprocentowania, jak również o potencjalnych skutkach wzrostu oprocentowania. Z wyroku C-471/24 wynika, że sąd krajowy, badając, czy bank prawidłowo spełnił obowiązki informacyjne względem kredytobiorcy, powinien uwzględnić, czy podmiot zrealizował standard wytyczony przez ESIS.
Najprościej rzecz ujmując, nawet jeśli sam charakter WIBORu pozostaje poza kontrolą krajowych sądów, mogą one badać to, czy bank w sposób należyty i zgodny ze standardami przyjętymi w dyrektywie 2014/17/EWG realizował obowiązki informacyjne dotyczące ryzyka zmiennej stopy procentowej.
Symulacja ryzyka zmiany oprocentowania powinna uwzględniać dane historyczne z ostatnich 20 lat
W jaki sposób bank powinien zaznajomić kredytobiorcę z potencjalnym ryzykiem zmiany oprocentowania? Treść wspomnianej dyrektywy nie pozostawia złudzeń. Jeśli umowa nie przewidywała górnej granicy oprocentowania, bank, przekazując konsumentowi symulację zmiany tego parametru, powinien uwzględnić dane historyczne z ostatnich 20 lat, o ile takowe są dostępne. WIBOR funkcjonuje w polskim systemie od 1991 roku, nie ma więc żadnych powodów, by bank rezygnował z udostępniania w przekazywanej konsumentowi prognozie informacji, jak zmieni się jego miesięczna rata w przypadku, gdy oprocentowanie wzrośnie do najwyższego poziomu z minionych 20 lat.
Prawnicy złotówkowiczów nie mają złudzeń: rzetelna informacja na temat realnego ryzyka zmiany oprocentowania była podawana niezwykle rzadko. Powstaje pytanie, jakie mogą być konsekwencje przekazania konsumentowi symulacji, w której najgorszy scenariusz zakłada wzrost oprocentowania do 10 czy nawet 15 proc. Przypominamy, że w okresie, w którym stopy procentowe były rekordowo niskie, tj. w latach 2020-2021, bank stosujący w swojej umowie hipotecznej stawkę WIBOR był zobowiązany unijnym prawem do uwzględnienia w symulacji maksymalnych historycznych danych sięgających lat 2000-2001.
Najwyższa stopa referencyjna NBP to w tamtym okresie 19 proc. – podobny poziom prezentował wówczas wskaźnik WIBOR – a nie zapominajmy, że na zmienne oprocentowania kredytu, prócz tego wskaźnika, składała się jeszcze stała marża banku. Realnie więc oprocentowanie kredytu mogło wynieść ponad 20 proc., czyli kredytobiorca, który pożyczył od banku 100 tys. zł, przez rok musiał spłacić 20 tys. zł w samych odsetkach, nie wliczając w to sumy miesięcznych rat kapitałowych. Czy złotówkowicz, który w 2020 roku zostałby zapoznany z taką symulacją, świadomie zdecydowałby się na kredyt ze zmiennym oprocentowaniem? A może jednak wolałby podpisać umowę w oparciu o czasowo stałe oprocentowanie, „mrożąc” ratę na okres 5 lat?
W naszym przekonaniu, gdyby kredytobiorcy wiedzieli, na co się rzeczywiście piszą, zawierając umowę na okres 20, 25, czasem i 30 lat, zależną od zmiennej stopy, w wielu przypadkach wybraliby po prostu inny produkt, a banki nie zarobiłyby miliardów złotych na odsetkach, pobranych od klientów w okresie radykalnego wzrostu oprocentowania. Choćby z tego względu należy nadal drążyć temat abuzywnych praktyk na rynku bankowym. Jeśli nie celem obalenia hipotek złotowych opartych o WIBOR, to po to, by w przyszłości banki podchodziły do swoich obowiązków informacyjnych z większą starannością.
PODSUMOWANIE:
Z wyroku TSUE wynika, że na banku spoczywa szereg obowiązków informacyjnych związanych z zaznajomieniem kredytobiorcy zarówno z kosztami generowanymi przez zmienną stopę procentową, jak i ryzykami radykalnego wzrostu oprocentowania. Co prawda bank nie musi szczegółowo wyjaśniać konsumentowi, jak jest opracowywany wskaźnik referencyjny WIBOR, powinien jednak restrykcyjnie przestrzegać wymogów nakładanych na niego przez unijną dyrektywę 2014/17/EWG.
Bank nie ma pełnej dowolności w tym, jak poinformuje konsumenta o ryzykach – musi trzymać się europejskiego standardu wyznaczonego przez arkusz ESIS. Nienależyte realizowanie obowiązków informacyjnych w zakresie zmiennej stopy procentowej może otworzyć kredytobiorcy drogę do skutecznego podważenia klauzuli „wiborowej”, nawet jeśli WIBOR w momencie zawierania umowy był kluczowym wskaźnikiem referencyjnym wg rozporządzenia BMR.
Na chwilę obecną wydaje się, że największe szanse na skuteczne podważenie swojej umowy mają kredytobiorcy, którzy zaciągnęli swoje zobowiązanie przed 2018 rokiem (gdy WIBORu nie chroniły regulacje BMR). Interesujące perspektywy rysują się również przed kredytobiorcami, którzy nie otrzymali od banku pełnej informacji o ryzyku zmiennej stopy procentowej, w tym nie poinformowano ich o tym, że oprocentowanie może powrócić do poziomu sprzed blisko 20 lat.
Ponieważ TSUE nie odpowiedział na pytanie czwarte zadane przez sąd odsyłający, nie wiadomo, czy stwierdzenie abuzywności warunku dotyczącego zmiennego oprocentowania może prowadzić do upadku całej umowy, czy jedynie do wykreślenia z niej zmiennego składnika i oparcia całości oprocentowania o stałą marżę banku.
Niewykluczone, że odpowiedzi na te pytania przyjdą wraz z kolejnymi wyrokami TSUE.


