PLN - Polski złoty
CHF
4,52
piątek, 29 sierpnia, 2025

Ustawa Frankowa ocali bankowe miliardy? Komu naprawdę zależy na nowej regulacji dla Frankowiczów w 2025 Roku!

W 2021 roku, na długo przed wyrokami TSUE odnoszącymi się do kwestii odsetek ustawowych za opóźnienie, należnych konsumentowi w związku z uznaniem przez sąd jego roszczenia wobec banku, Komisja Nadzoru Finansowego próbowała policzyć łączny koszt masowych unieważnień frankowych hipotek, do poniesienia przez sektor bankowy. Przygotowano wówczas trzy scenariusze, a najgorszy z nich zakładał unieważnienie wszystkich frankowych kredytów bez prawa banku do otrzymania zwrotu kapitału. KNF wycenił ten scenariusz na 234 mld zł – i wówczas wydawała się to abstrakcja. Tymczasem dziś coraz bardziej realna wydaje się materializacja ryzyka związanego z przedawnieniem roszczeń banków. Te – zdaniem uznanych ekspertów prawnych – przyjęły wadliwą strategię procesową, uniemożliwiającą postawienie wierzytelności w stan wymagalności, a także skutkującą nieprzerwaniem biegu terminu przedawnienia. Warto sobie zadać pytanie: czy właśnie dlatego rządzący, na czele z Ministerstwem Sprawiedliwości, chcą regulować kwestie frankowych rozliczeń ustawą? I czy ustawa – jakkolwiek sformułowana – może jeszcze uchronić banki przed konsekwencjami dotychczasowych działań?

Z tekstu dowiesz się:

  • Co banki powinny były zrobić, gdy frankowicze zaczęli na masową skalę kwestionować swoje umowy, powołując się na zawarte w nich niedozwolone klauzule przeliczeniowe
  • Na czym polega wadliwość taktyki przyjętej przez banki względem konsumentów w świetle dotychczasowego orzecznictwa TSUE i Sądu Najwyższego
  • Jaki interes mają rządzący w szybkim wprowadzeniu ustawy frankowej i ile prawdy jest w tym, że głównym celem wdrożenia tego projektu jest przywrócenie obywatelom prawa do sądu
  • Kiedy roszczenie banku o zwrot kapitału może być przedawnione i czy na przedawnienie mogą powołać się tylko ci frankowicze, którzy już wystąpili przeciwko swojemu kredytodawcy na drogę sądową.

Sektor bankowy na drodze bez odwrotu: roszczenia o zwrot frankowego kapitału są przedawnione?

Choć Polska od ponad 20 lat jest członkiem Unii Europejskiej, krajowi sędziowie wciąż uczą się praktycznego stosowania prawa wspólnotowego, między innymi w odniesieniu do sporów, które konsumenci zakładają bankom, a banki konsumentom. Krajowe orzecznictwo w sprawach z tej kategorii wciąż ewoluuje, a skutkiem są zmiany w postrzeganiu konsekwencji finansowych sądowego stwierdzenia (z winy przedsiębiorcy) nieważności umowy.

Jeszcze 2-3 lata temu frankowicz cieszył się, gdy sąd unieważnił jego umowę i zasądził rozliczenie z bankiem, uwzględniając podniesiony przez przedsiębiorcę zarzut zatrzymania. W efekcie kredytobiorca odzyskiwał od banku nadpłatę kredytu i zwrot kosztów zastępstwa procesowego, czasami też niewielkie odsetki ustawowe za opóźnienie, naliczane zgodnie z koncepcją „trwałej bezskuteczności umowy”, czyli od momentu poinformowania przez sąd kredytobiorcy o skutkach wyeliminowania kontraktu z obrotu prawnego.

Sytuacja ewoluowała w 2024 roku, po wyrokach TSUE w sprawach C-140/22 i C-28/22. Krajowe sądy dowiedziały się od TSUE, że bank nie może skutecznie powołać się na zarzut zatrzymania, jeżeli następstwem będzie pozbawienie kredytobiorcy części finansowej korzyści, wynikającej chociażby z prawa do odsetek ustawowych za opóźnienie. W kwietniu 2024 roku Sąd Najwyższy z kolei potwierdził zasadność rozliczeń nieważnej umowy zgodnie z teorią dwóch kondykcji. Efekt? Obecnie kredytobiorca, unieważniając swoją umowę, ma prawo domagać się zwrotu świadczenia spełnionego na rzecz banku, tj. sumy zapłaconych rat kapitałowo-odsetkowych, powiększonego o odsetki ustawowe za opóźnienie, naliczane od dnia wskazanego w wezwaniu do zapłaty.

Okazuje się, że i ten wariant rozliczeń może być przejściowy, z jednego bardzo prostego powodu. Istnieje poważna wątpliwość co do tego, czy roszczenia dotyczące zwrotu kapitału, wysuwane przez banki wobec konsumentów, zostały złożone skutecznie i w przewidzianym ustawowo terminie. Jak to w ogóle możliwe?

Ekspert prawny tłumaczy, dlaczego roszczenia banków o zwrot kapitału są przedawnione

Kwestię przedawnionych roszczeń banków precyzyjnie opisuje mec. Kacper Sampławski z KS Legal, radca prawny wyspecjalizowany w sprawach przeciwko bankom, który na swojej stronie internetowej opublikował niezwykle interesującą analizę ustawy frankowej.

Zwraca on uwagę na kilka rzeczy.

Po pierwsze, na wyrok TSUE w sprawie C-35/22, w którym unijni sędziowie tłumaczą, że w przypadku utrwalonego orzecznictwa krajowego na przedsiębiorcy stosującym nieuczciwe klauzule w umowie ciąży obowiązek podjęcia określonych działań w relacji z klientem. Przedsiębiorca, w tym przypadku bank, powinien nie tylko przyznać się do stosowania abuzywnych postanowień umownych i wyeliminować ich skutki, ale również poinformować klienta o utrwalonym orzecznictwie krajowym z tego konkretnego zakresu. Mecenas Sampławski wyjaśnia, że bank powinien przedsięwziąć stosowne kroki jeszcze przed otrzymaniem reklamacji od klienta, a w przypadku już istniejącego sporu – na jak najwcześniejszym jego etapie. Oczywiście pod warunkiem, że bankowi zależy na ograniczeniu strat.

Tymczasem co zrobiły banki, gdy dowiedziały się, że z udzielonymi przez nie kredytami frankowymi może być problem? Postawiły na negowanie roszczeń kredytobiorców, manipulowanie opinią publiczną, w pewnym sensie nawet na zastraszanie politycznych decydentów. Wszak niespełna 10 lat temu, gdy w mediach gorący był temat „ustawy frankowej” i systemowego przewalutowania spornych kredytów na PLN, zagraniczni właściciele banków zaangażowanych w proceder frankowy grozili Państwu Polskiemu międzynarodowym arbitrażem.

To był jednak dopiero początek.

Banki od lat, wbrew prawu, twierdzą, że abuzywne umowy są ważne. To ryzykowna strategia

Banki od kilkunastu lat wiedzą, że klauzule przeliczeniowe w umowach kredytów pseudowalutowych mają charakter niedozwolony – wszak SOKiK zdemaskował abuzywność tych zapisów już w okolicach 2010 roku. Litościwie przyjmijmy jednak, że samo wpisanie klauzuli na listę postanowień niedozwolonych nie było jeszcze wystarczająco jasnym znakiem dla banku do uznania całej umowy za nieważną, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Zdarzeń, które mogły upewnić bank co do konieczności przyznania, że umowa jest abuzywna i w konsekwencji nieważna, było co najmniej kilka. Jednym z nich bez wątpienia mógł być wyrok TSUE w sprawie Raiffeisen vs. Dziubak, wydany w 2019 roku.

Czy banki odpowiednio podeszły do tego wyroku, racjonalnie oceniając jego przyszłe konsekwencje? Oczywiście nie. W następnych latach były zgodne co do tego, jak odpowiadać na masowe roszczenia swoich klientów. Banki upierały się, że postanowienia, na których abuzywność powołują się konsumenci, są zgodne z prawem, a same umowy są jak najbardziej ważne. Przedstawiciele sektora bankowego szybko zdali sobie jednak sprawę co do niepewnej przyszłości kwestionowanych umów. Rozumiejąc więc, że okres przedawnienia ich roszczeń jest zaledwie trzyletni, zaczęli formułować wobec kredytobiorców pozwy o zwrot kapitału.

Eksperci prawni, w tym niektórzy sędziowie, od pewnego już czasu wskazują na wzajemnie wykluczające się działania banków, które w procesach o nieważność negują roszczenia konsumentów, a w osobnych procesach, inicjowanych przez nie same, domagają się zwrotu kapitału, na wypadek, gdyby ich umowy jednak okazały się nieważne. Strategia przyjęta przez sektor jest niezwykle ryzykowna, o czym wprost pisze mecenas Sampławski w swojej analizie ustawy frankowej. W omawianym tekście ekspert powołuje się m.in. na wyrok Sądu Najwyższego w sprawie II CSKP 1451/22 oraz na postanowienie I CSK 2935/24 – w obu przypadkach SN nie uwzględnił zgłoszonego przez bank potrącenia, wskazując na zależność pomiędzy skutecznym postawieniem wierzytelności w stan wymagalności a zaakceptowaniem istnienia tejże wierzytelności przez zgłaszającego. Tymczasem bank, stojąc na stanowisku, że umowa jest ważna, pośrednio zaprzecza, jakoby taka wierzytelność w ogóle istniała.

Radca prawny krok po kroku wyjaśnia, jak wyglądała dotychczasowa polityka banków, realizowana w odpowiedzi na reklamacje, wezwania do zapłaty i w końcu na pozwy sądowe. Postawę banków ocenia jako „uporczywe działanie w złej wierze o charakterze oczywistym i rażącym na gruncie dyrektywy 93/13 w świetle wyroku Trybunału w sprawie C-35/22 Cajasur Banco SA. ”. Dalej mecenas tłumaczy, jakie mogą być konsekwencje nieprzyznawania się banków do tego, że kwestionowane przez konsumentów umowy są nieważne. Otóż brak jednoznacznego przyznania, że klauzule mają charakter abuzywny, zaś same umowy są nieważne, ma wpływ zarówno na postawienie bankowych wierzytelności w stan wymagalności, jak i na przerwanie biegu terminu przedawnienia roszczeń o zwrot kapitału.

Banki trzymają się swojej argumentacji co do ważności umów, niezależnie od tego, czy korzystają z instytucji powództwa wzajemnego, czy wnoszą osobne powództwa o zwrot kapitału. Co ciekawe, nie przyznają, że ich umowy są nieważne nawet w tych rzadkich przypadkach, w których korzystają z potrącenia wzajemnych wierzytelności. Mec. Sampławski podkreśla, że uznanie przez sąd wymagalności roszczenia czy też przerwania biegu terminu przedawnienia w opisywanych przypadkach należałoby uznać za sprzeczne z dyrektywą 93/13/EWG i zasadą skuteczności.

Sądy ułatwiają bankom dochodzenie roszczeń?

Radca prawny Kacper Sampławski jest zwolennikiem rozpatrywania sporów pomiędzy kredytobiorcą a bankiem w ramach tego samego postępowania, dodaje jednak, że w świetle unijnego orzecznictwa konieczne staje się w takim przypadku przyznanie w toku procesu przez bank, iż stosował klauzule abuzywne, a także potwierdzenie, że umowa jest nieważna. Po spełnieniu tego warunku otwiera się przed bankiem możliwość zgłoszenia potrącenia lub skorzystania z instytucji powództwa wzajemnego.

Problem jednak polega na tym, iż – jak pokazuje praktyka – sądy nie podchodzą w tak restrykcyjny sposób do kwestii proceduralnych, mimo że mają do czynienia z przedsiębiorcami, dysponującymi gigantycznym budżetem na najlepszą reprezentację prawną, a nie z laikiem, który nie zawsze jest świadomy swoich praw i obowiązków. W efekcie pozwy banków o zwrot kapitału, niezawierające potwierdzenia, że sporna umowa jest nieważna, nie są odrzucane, co w dłuższej perspektywie prowadzi oczywiście do przeciążenia wymiaru sprawiedliwości i wydłużenia postępowań.

Z czym tak naprawdę walczy Ministerstwo Sprawiedliwości w sądach? Z przewlekłością postępowań czy z… ochroną konsumenta?

Rządzący przeanalizowali problem i podjęli decyzję o wdrożeniu działań służących usprawnieniu postępowań – do celu zamierzają dążyć poprzez legislacyjne regulacje. Pierwsza wersja projektu ustawy frankowej zawierała rozwiązanie polegające na łączeniu postępowań z powództwa banku i kredytobiorcy, bez względu na to, czy bank akceptuje nieważność swojej umowy, czy nie. Rozwiązanie to zostało szeroko skrytykowane zarówno przez samych konsumentów, jak i przez ekspertów prawnych, w wyniku czego resort się z niego wycofał.

Nowa wersja projektu jest nieco bardziej dopracowana, choć uczciwie należy zaznaczyć, że w dalszym ciągu zawiera zapisy, których celem jest minimalizacja kosztów po stronie sektora bankowego. Projektodawca chce między innymi pozwolić bankowi na zgłoszenie potrącenia w sporze z konsumentem aż do końca postępowania w II instancji, co w praktyce może wyłączyć dwuinstancyjną kontrolę zasadności roszczeń zgłaszanych przez przedsiębiorcę.

Projekt zawiera też inne kontrowersyjne zapisy, dotyczące między innymi finansowego premiowania banków wycofujących swoje pozwy i apelacje, poprzez zwrot połowy poniesionej opłaty sądowej. Kluczowa jest jednak kwestia wspomnianego potrącenia, z uwagi na fakt, że zapisy odnoszące się do nowego bankowego przywileju mogą znacząco utrudnić kredytobiorcom skuteczne powoływanie się na argument przedawnienia roszczeń banku.

Determinacja, z jaką Ministerstwo Sprawiedliwości forsuje to konkretne rozwiązanie, świadczy o tym, że rządzący doskonale zdają sobie sprawę z potencjalnych zgubnych konsekwencji dotychczasowej strategii procesowej realizowanej przez banki. Resort najprawdopodobniej wie, że większość roszczeń zgłaszanych w ostatnich latach przez sektor w odniesieniu do zwrotu użyczonego kapitału została podniesiona nieskutecznie.

Co więcej, problem może dotyczyć nie tylko spraw, które już są w sądach, ale również przypadków, w których konsument nie wszedł jeszcze na drogę procesową, a na przykład złożył jedynie reklamację na abuzywne klauzule przeliczeniowe. Jeżeli reklamacja została złożona na przykład 4 lata temu, a po odmownym jej rozpatrzeniu kredytobiorca nie zdecydował się na złożenie pozwu (z lęku przed ostatecznym werdyktem czy kosztami zainicjowania procesu), dziś może naprawić swój błąd i domagać się już nie tylko zwrotu świadczenia nienależnego, ale stwierdzenia przez sąd przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału.

Podstawą tych roszczeń może być między innymi wyrok TSUE z 14 grudnia 2023 roku, wprost informujący o tym, że termin przedawnienia zarówno roszczeń kredytobiorcy, jak i banku, z którym ów kredytobiorca ma umowę, rozpoczyna swój bieg w tym samym momencie. Chodzi o dzień, w którym kredytobiorca pozyskał wiedzę o abuzywności swojej umowy. Ponieważ jednak trudno wskazać dokładny moment, w którym kredytobiorca dowiedział się o tym, że jego umowa może być nieważna, przyjmuje się, że bieg terminu przedawnienia roszczeń inicjowany jest określonym działaniem kredytobiorcy, na przykład złożeniem reklamacji lub doręczeniem przedsądowego wezwania do zapłaty.

Fala powództw frankowych opuszcza sądy okręgowe. Przełom widać nawet w Warszawie

Czy istnieje szansa, że przedstawiciele strony rządowej istotnie wierzą, iż ustawa frankowa poprawi sytuację w polskich sądach? Cóż, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak wiele krytycznych uwag spadło na legislacyjne pomysły Ministerstwa Sprawiedliwości, zarówno ze strony prawników, konsumentów, jak i sędziów oraz instytucji publicznych (jak np. Rzecznik Praw Obywatelskich), trudno będzie nam dojść do wniosku, że za determinacją rządzących kryją się czyste intencje. Wszak największy boom na frankowe pozwy minął kilka kwartałów temu, a liczba toczących się postępowań sądowych po raz pierwszy od dawna spada. Nie dalej jak w czerwcu br. Ministerstwo Sprawiedliwości informowało, że liczba frankowych spraw pozostałych do załatwienia w sądach I instancji zmniejszyła się pomiędzy końcem 2024 roku a końcem I kwartału 2025 roku o blisko 10 tys. (spadek z 146 562 do 136 585). Znacząco poprawił się wskaźnik opanowania wpływu dla tych spraw – według najnowszych doniesień, w I instancji wynosi on już ponad 179 proc.

W I połowie 2025 roku do 47 sądów okręgowych wpłynęło łącznie 25,5 tys. powództw o franki: to spadek w ujęciu rdr o 36,5 proc. Co więcej, w niektórych jednostkach sądowych spadek ten wynosi blisko 60 proc. Istotne jest również wspomniane już wcześniej rosnące opanowanie wpływu: obecnie sądy okręgowe załatwiają kwartalnie więcej frankowych spraw, niż otrzymują ich do rozpoznania – i co najważniejsze, nic nie wskazuje na to, by trend ten miał być przejściowy. W samym I kwartale 2025 roku wpływ spraw frankowych do sądów I instancji wyniósł 12 606 i był o ok. połowę mniejszy niż rok wcześniej.

Zaległości z tytułu spraw o symbolu 049 cf maleją nawet w Sądzie Okręgowym w Warszawie, gdzie mieści się słynny Wydział Frankowy. I to mimo rozpoczętego w lutym br. programu „Mediacji frankowych” w wyniku którego do końca lipca br. skierowano na rozmowy o ugodzie aż 4444 sprawy. Łącznie od 1 stycznia do 31 lipca 2025 roku tylko w 15 przypadkach na 4444 strony zakończyły mediacje zawarciem porozumienia.Ta katastrofalna statystyka najlepiej świadczy o tym, że frankowicze nie chcą już ugód, nawet negocjowanych z udziałem profesjonalnego mediatora. Chcą pełnej rekompensaty za lata stresu i niepewności.

Niestety, nie mamy dostępu do informacji, na jakim etapie procesowym znajdowały się wspomniane sprawy w momencie, w którym sąd podjął decyzję o skierowaniu ich do mediacji. Z nieoficjalnych doniesień wynika natomiast, że w niektórych przypadkach na spotkanie z mediatorem kierowani są nawet ci frankowicze, którzy w najbliższych miesiącach spodziewali się wyroku w swojej sprawie.

Możemy jedynie domyślać się, ile spośród tych 4444 spraw zakończyłoby się do 31 lipca 2025 roku wyrokiem, gdyby nie ministerialny program mediacyjny.

PODSUMOWANIE:

  • Niezależnie od tego, jak będzie wyglądać przyszła strategia procesowa banków, podmioty te nie są w stanie obronić się przed błędami przeszłości. Żadna ustawa nie uchroni ich przed przedawnieniem, bo stoi temu na przeszkodzie prawo europejskie
  • Frankowicze muszą być teraz wyjątkowo wyczuleni na propozycje ugodowe składane przez banki. Jeżeli bank nagle oferuje dużo lepsze warunki porozumienia niż do tej pory, niewykluczone, że stara się w ten sposób uciec przed skutkami przedawnienia własnych roszczeń o zwrot kapitału
  • Działania Ministerstwa Sprawiedliwości wokół ustawy frankowej i programu mediacyjnego należy ocenić jako sprzyjające bankom, w najlepszym razie neutralne dla sądów i jawnie szkodliwe dla strony konsumenckiej, między innymi ze względu na planowane zmiany w zapisach dotyczących potrącenia.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl składa się z ekspertów od spraw frankowych, prawników, dziennikarzy. Aktywnie śledzimy rozwój problematyki frankowej już od 2014 r, obserwujemy rozwój orzecznictwa oraz podmiotów oferujących pomoc prawną dla frankowiczów. Nasze artykuły regularnie publikowaliśmy w mediach oraz portalach internetowych. W 2020 r. postanowiliśmy stworzyć portal dzięki któremu każdy posiadacz kredytu frankowego znajdzie w jednym miejscu wszystkie niezbędne informacje. Tak powstał FrankNews.pl Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze