„Koniec eldorado kancelarii? Frankowicze mocno wyhamowali z pozwami” – takim tytułem Business Insider ogłosił rzekomy kres fali procesów wytaczanych bankom przez posiadaczy kredytów frankowych. Autorzy powołują się na dane z I kwartału 2025 r., według których liczba nowych pozwów spadła o 40% względem analogicznego okresu rok wcześniej. Na pierwszy rzut oka brzmi to, jakby „frankowa gorączka” wygasała, a prawnicy musieli zwijać interes. Czy jednak faktycznie oznacza to koniec walki frankowiczów o sprawiedliwość? Nic bardziej mylnego. Za suchymi statystykami kryją się przemilczane konteksty, które pokazują, że banki wcale nie mogą odetchnąć z ulgą – przeciwnie, czeka je dalszy ciąg sądowych batalii na wielu frontach.
Frankowicze szturmują Santander! 21,5 tys. pozwów i 99% wygranych w 2025! Co zrobi nowy właściciel?
Frankowicze bardzo lubią Santander Bank, a ściślej rzecz ujmując, bardzo lubią go pozywać – od niedawna ten podmiot jest numerem 3 wśród banków z największą liczbą otwartych spraw sądowych. Na koniec I kwartału 2025 roku Santander miał na koncie 21,5 tys. pozwów o kredyty w CHF, wyprzedzając mBank i zmniejszając dystans pomiędzy nim a Millennium Bankiem. Mimo to masowe spory frankowe nie są dla Grupy tak dużym problemem jak jeszcze rok czy dwa lata temu – świadczą o tym stosunkowo niskie kwartalne rezerwy. Ile Santander odłożył na ryzyka prawne w I kwartale 2025 roku i ile spraw frankowych, w których ten podmiot był pozwanym, zakończyło się prawomocnym wyrokiem? Tego i kilku innych ciekawych rzeczy dowiemy się z raportu finansowego opublikowanego w końcówce kwietnia.
Rekordowy zysk Pekao, ale frankowicze nie odpuszczają. Spłacone kredyty masowo wracają do sądów w 2025
Pekao S.A. ujawnił swoje wyniki finansowe za I kwartał 2025 roku – w raporcie nie zabrakło danych, które mogą zainteresować kredytobiorców sądzących się z podmiotem, czy to o kredyty we frankach szwajcarskich, czy te w krajowej walucie. Miniony kwartał okazał się dla Pekao bardzo łaskawy – bank zaraportował wynik netto na poziomie 1,685 mld zł. Bank rozwija swoją bazę depozytową i osiąga spore sukcesy w sprzedaży kont oszczędnościowych oraz pozyskiwaniu nowych klientów. Dużym problemem dla Pekao S.A. wciąż pozostają spory sądowe o franki – okazuje się to kwestia na tyle istotna, że podmiot już zapowiada nową odsłonę swojego programu ugodowego, którą chce skłonić do polubownego rozwiązania sporu kolejne grupy klientów. Czy Pekao S.A. zainspiruje się mBankiem i postawi sobie za cel redukcję liczby toczących się przeciw niemu postępowań?
mBank kapituluje w sprawach frankowych? Ugody zamiast apelacji i spadająca liczba pozwów [ raport I kwartał 2025 ]
Czy to koniec problemów mBanku z frankowiczami? Jeśli wierzyć władzom podmiotu, wszystko ku temu zmierza. W I kwartale 2025 roku mBank dowiązał 662 mln zł na ryzyka hipotek frankowych – w kolejnych kwartałach odpisy najpewniej będą już niższe, a ich wpływ na wyniki banku powinien stać się dzięki temu ograniczony. Strategia, którą podmiot wdrożył w zeszłym roku, polegająca na większej otwartości w rozmowach z frankowiczami, przynosi pierwsze wymierne rezultaty. Co mówi nam najnowszy raport kwartalny mBanku i czy istotnie Grupa ma szansę uwolnić się od ryzyk związanych z wadliwymi kredytami jeszcze w tym roku?
Santander Bank SPRZEDANY! Co zrobi nowy właściciel z frankowiczami i tysiącami pozwów?
5 maja 2025 r. – Wieść o sprzedaży Santander Bank Polska do austriackiej grupy Erste elektryzuje polski rynek finansowy. Mówimy o trzecim co do wielkości banku w kraju, z aktywami przekraczającymi 300 mld zł i około 6 milionami klientów. To jedna z największych transakcji w historii polskiej bankowości – hiszpański właściciel (Banco Santander) wycofuje się po blisko 15 latach obecności nad Wisłą, sprzedając 49% akcji Santander Bank Polska nowemu inwestorowi za ok. 7 mld euro. Erste Group stanie się tym samym największym akcjonariuszem banku i de facto przejmie nad nim kontrolę. Co oznacza ta zmiana dla zwykłych klientów, kredytobiorców i frankowiczów. Przyjrzyjmy się faktom.
Klienci indywidualni: Czy odczują zmianę właściciela?
Zmiana zagranicznego właściciela zazwyczaj nie oznacza rewolucji dla klientów – numery rachunków, karty płatnicze, umowy kont i lokat pozostają ważne na dotychczasowych zasadach. Bank nadal działa w oparciu o polskie prawo bankowe i pod nadzorem KNF, niezależnie od tego, kto posiada akcje. Innymi słowy: posiadacze rachunków osobistych nie muszą się obawiać, że ich konto nagle przestanie działać, a karta zostanie odrzucona w bankomacie. Środki klientów w dalszym ciągu chroni Bankowy Fundusz Gwarancyjny – to się nie zmienia bez względu na narodowość właściciela.
W krótkim terminie obsługa klientów pozostanie bez zakłóceń, a zmiana będzie wręcz transparentna. Numer PIN, dostęp do bankowości internetowej, zlecenia stałe – wszystko działa jak dotąd. Nowy inwestor, przejmując tak dużą instytucję, jest zainteresowany utrzymaniem zaufania milionów klientów oraz dotychczasowej reputacji banku. Austriacy z Erste kupują bank dla jego mocnych stron – szerokiej bazy klientów i silnej pozycji rynkowej – więc nie będą chcieli tego zepsuć. Nie należy oczekiwać pogorszenia oferty “na dzień dobry” – oceniają eksperci. Przeciwnie, możliwe że bank spróbuje ocieplić wizerunek po zmianie szyldu – np. zaproponuje promocje powitalne, nowe atrakcyjne lokaty czy bonusy dla obecnych użytkowników, by pokazać, że zmiana wyjdzie klientom na dobre.
Naturalnie, marka Santander jest w Polsce rozpoznawalna, więc kwestia rebrandingu pozostaje otwarta. Czy za rok-dwa ujrzymy logo Erste Bank na oddziałach? Niewykluczone, choć nie nastąpi to prędko – umowa przewiduje, że Hiszpanie zachowają ok. 13% akcji, a finalizacja transakcji nastąpi dopiero pod koniec 2025 roku. Dopóki proces przejęcia nie zostanie domknięty, bank będzie działał pod dotychczasową nazwą. Dla klientów detalicznych ważniejsza od koloru szyldu jest stabilność i atrakcyjność oferty – a ta na razie pozostaje bez zmian. Jednym słowem: przeciętny posiadacz konta czy lokaty nie odczuje drastycznej różnicy od razu po wejściu nowego właściciela.
Kredytobiorcy i frankowicze: Co z kredytami i sądowymi batalami?
Zmiana właściciela budzi szczególne emocje wśród kredytobiorców walutowych. Frankowicze pytają: czy przejęcie banku coś zmienia w moim kontrakcie lub procesie sądowym?. Eksperci uspokajają – sama zmiana akcjonariatu nie anuluje ani nie zmienia istniejących umów kredytowych. Zmiana właściciela nie oznacza umorzenia długów ani zakończenia sporów. Roszczenia frankowiczów pozostają w mocy, a nowy właściciel przejmie odpowiedzialność za umowy frankowe. Oznacza to, że jeśli toczy się proces przeciw bankowi, będzie on dalej procedowany – zmienić się może jedynie nazwa pozwanego podmiotu. Sądy traktują taką sytuację jako sukcesję prawną: zobowiązania banku przechodzą na następcę prawnego, więc pozew pozostaje ważny, a kredytobiorca zachowuje swoje prawa.
Dla frankowiczów toczących spory sądowe ważna jest strategia banku: czy nowy inwestor będzie nadal zaciekle bronił się przed roszczeniami klientów, czy obierze bardziej ugodowe podejście? Obecnie Santander Bank Polska – podobnie jak inne banki – przegrywa zdecydowaną większość spraw frankowych (nawet 97% wyroków jest na korzyść klientów). Mimo to dotychczasowy, hiszpański właściciel bronił się przed uznaniem roszczeń, często składając apelacje i wydłużając postępowania.
Nowy inwestor może jednak spojrzeć na ten problem chłodniej. – Santander przegrywa niemal 97% spraw, więc z ekonomicznego punktu widzenia dalsze przedłużanie sporów rzadko ma sens. Nowy właściciel może podjąć bardziej pragmatyczne decyzje niż dotychczasowy. Innymi słowy, Erste może być bardziej skłonne do ugód lub szybszego zamykania ciągnących się procesów, aby oczyścić portfel z obciążenia.
Już teraz zdarza się, że Santander BP nie apeluje od niekorzystnych wyroków w I instancji, godząc się z przegraną – to przyspiesza prawomocność wyroków i zamknięcie sprawy. Austriacy mogą kontynuować, a nawet rozszerzyć taką taktykę, by ograniczyć koszty sądowe.
Co to oznacza dla kredytobiorców?
Trwające procesy nie zostaną przerwane, więc frankowicze powinni nadal konsekwentnie dochodzić swoich praw. Jeśli dojdzie do formalnej zmiany nazwy banku lub fuzji, wystarczy upewnić się, że w pozwie widnieją aktualne dane pozwanego – poza tym sprzedaż banku nie powinna wstrzymać ani utrudnić postępowań.
Natomiast w perspektywie kilkunastu miesięcy warto obserwować komunikaty nowego właściciela. Niewykluczone, że Erste – po przejęciu kontroli – ogłosi nową politykę wobec kredytów frankowych, np. zaproponuje szerszy program ugód. Gdyby tak się stało, nawet osoby już procesujące się mogłyby otrzymać propozycje polubownego rozwiązania sporu.
Każdą taką ofertę trzeba będzie ocenić ostrożnie i chłodno – często ugoda to tylko ułamek korzyści możliwych do uzyskania w sądzie. – Dla kogoś bliskiego prawomocnej wygranej, propozycja wycofania pozwu za częściowe ustępstwa finansowe raczej nie będzie opłacalna. Ale jeśli proces utknął, a nowy właściciel chce uniknąć precedensu w II instancji i zaoferuje coś ekstra – będzie można z prawnikiem rozważyć taką opcję.
Frankowicze nie tracą swoich praw wskutek zmiany właściciela banku. Powinni kontynuować obrany kurs (spłacanie lub dochodzenie roszczeń), a ewentualne ugody analizować z prawnikiem. Być może nowy właściciel szybciej “posprząta” problem frankowy, ale zanim to nastąpi – obowiązuje dotychczasowy status quo. Również frankowicze, którzy dawno spłacili swoje kredyty mają prawo pozwać bank. Teraz jest dobry moment aby działać.
Nadzór finansowy i rola KNF: Zielone światło z gwarancjami dla Frankowiczów
Tak duża zmiana właścicielska nie mogła obejść się bez uwagi Komisji Nadzoru Finansowego. KNF była uprzedzona o negocjacjach i – jak ujawnił przewodniczący Jastrzębski – aktywnie konsultowała transakcję ze stronami. Podejście nadzoru jest pragmatyczne: skoro inwestor spełnia wymogi wiarygodności i stabilności finansowej, to jego wejście jest mile widziane jako dowód zaufania do polskiego sektora. UKNF z satysfakcją odebrał informację o zainteresowaniu Erste, odczytując to jako optymistyczną ocenę perspektyw rozwoju polskiej bankowości.
Oczywiście finalizacja umowy wymaga formalnej zgody KNF oraz zgody antymonopolowej Komisji Europejskiej, ale nie słychać sygnałów, by nadzór miał stawiać veto. Erste Group to przecież uznana instytucja bankowa w UE, nadzorowana w Austrii, obecna od lat w takich krajach jak Czechy, Słowacja czy Rumunia.
Współpraca regulacyjna w ramach unijnych zasad przebiega sprawnie – przykład ostatnich przejęć (np. Bank Millennium przejmujący Euro Bank kilka lat temu) pokazał, że KNF dopuszcza zagranicznych graczy, jeśli ci dają rękojmię stabilności.
W tym przypadku KNF zadbał też o zabezpieczenie interesów klientów wrażliwych, jak wspomniani frankowicze. Warunki transakcji zawierają klauzule chroniące przed ewentualnymi negatywnymi skutkami sporów sądowych: Erste uzyskało od Santander Group gwarancje odszkodowawcze na wypadek, gdyby rezerwy na kredyty CHF musiały znacząco wzrosnąć ponad założenia biznesplanu. To ważne z punktu widzenia nadzoru – oznacza, że bank pozostanie wypłacalny nawet w pesymistycznym scenariuszu przegranych spraw frankowych, bo część ciężaru potencjalnych odpisów weźmie na siebie hiszpański sprzedający.
KNF będzie oczywiście monitorować wywiązywanie się z tych ustaleń i ogólną kondycję kapitałową banku po wejściu nowego inwestora. Warto dodać, że Santander Bank Polska jest bardzo dochodowy (ponad 5 mld zł zysku netto za 2024 r.) i dobrze dokapitalizowany, co czyni go raczej „bezproblemowym” obiektem nadzoru – zmiana właściciela nie wynikała przecież z kłopotów finansowych, tylko ze strategicznej decyzji Hiszpanów o alokacji kapitału.
KNF zapewne postawi warunek, by Erste utrzymało wysokie standardy zarządzania ryzykiem i kontynuowało ostrożną politykę kredytową. Austriackie banki w regionie słyną z konserwatyzmu – np. w Czechach czy na Węgrzech potrafiły przejść przez kryzysy finansowe względnie suchą stopą. Wejście takiego inwestora nie budzi więc obaw nadzorczych co do bezpieczeństwa depozytów.
Można powiedzieć, że nadzór daje „zielone światło”: polski sektor bankowy pozostaje otwarty na solidny kapitał zagraniczny, a rolą KNF jest dopilnować, by zmiana odbyła się sprawnie i z poszanowaniem praw klientów. Dotychczas wszystko przebiega zgodnie z tą zasadą.
Frankowiczów nie da się „sprzedać” – procesy idą dalej
Dla frankowiczów – zarówno tych nadal spłacających kredyt we frankach, jak i toczących spór z bankiem w sądzie – zmiana właściciela Santander Bank Polska nie oznacza żadnej automatycznej zmiany umowy, anulowania długu ani zakończenia procesu sądowego. Umowy i zobowiązania pozostają w mocy, a nowy inwestor (Erste Group) dziedziczy także ryzyka prawne i odpowiedzialność za roszczenia frankowe. Oznacza to, że frankowicze nadal mogą dochodzić swoich praw – na tych samych zasadach jak dotąd.
Nowy właściciel może jednak mieć bardziej pragmatyczne podejście do problemu kredytów CHF niż dotychczasowy. Erste nie brało udziału w ich udzielaniu, więc nie ma interesu w „bronieniu honoru” przeszłych decyzji. Istnieje więc szansa, że bank będzie bardziej otwarty na ugody, szybsze zakończenia sporów sądowych i unikanie kosztownych apelacji. Pojawienie się takiego podejścia może przyspieszyć rozwiązywanie wielu spraw.
Frankowicze powinni więc:
- Kontynuować swoje postępowania sądowe – nowy właściciel nie zmienia podstawy roszczeń.
- Obserwować komunikaty banku – jeśli pojawią się nowe propozycje ugód, należy je analizować z prawnikiem.
- Nie ulegać złudzeniom – zmiana właściciela nie jest „amnestią” dla banku ani automatycznym wyrokiem – to nadal ten sam podmiot prawny, choć z nowym akcjonariuszem kontrolnym.
Wnioski? Sprzedaż Santandera do Erste to szansa na bardziej rozsądne podejście do spraw frankowych, ale nie zwalnia frankowiczów z czujności i konsekwencji w walce o swoje prawa.
Santander Bank Polska trafi w polskie ręce? Sprzedaż bankowego giganta może odmienić cały rynek
Czy hiszpański gigant porzuci Polskę? Wiadomość o możliwej sprzedaży Santander Bank Polska przez hiszpańską grupę Banco Santander zelektryzowała rynek finansowy. Akcje banku skoczyły o ponad 7%, a analitycy okrzyknęli potencjalną transakcję jedną z największych w historii polskiej bankowości. W końcu chodzi o trzeci co do wielkości bank w kraju – instytucję z aktywami przekraczającymi 300 mld zł i około 6 milionami klientów korzystających z jej usług. Co kryje się za planami hiszpańskiego właściciela i jak ewentualna zmiana właściciela wpłynie na zwykłych klientów, „frankowiczów” oraz cały sektor bankowy? Przyglądamy się możliwym scenariuszom: od wejścia nowych zagranicznych graczy, przez repolonizację z udziałem państwowych gigantów, po konsekwencje prawne i ekonomiczne. Zapraszamy do pogłębionej analizy, która odsłoni szanse i zagrożenia kryjące się za kulisami tej operacji.
Frankowicze w Gdańsku: Ujawniamy szokujące dane o sędziach i tysiącach spraw frankowych!
Sąd Okręgowy w Gdańsku plasuje się w pierwszej piątce (obok dwóch warszawskich sądów okręgowych oraz sądów w Poznaniu i Wrocławiu) pod względem liczby wpływających pozwów frankowych oraz ilości załatwianych spraw dotyczących kredytów w CHF. Jest to znaczący sąd na mapie frankowej kraju, bo obejmuje swoją właściwością miejscową dużą aglomerację miejską, w tym Gdańsk, Gdynię i Sopot oraz mniejsze miasta, takie jak Starogard Gdański, Wejherowo, Tczew, Kartuzy, Malbork, Kwidzyn i Kościerzynę. Większość Frankowiczów zamieszkujących te miejscowości składa pozwy do Sądu Okręgowego w Gdańsku z uwagi na wartość przedmiotu sporu z reguły przekraczającą 100 tys. zł. Nic zatem dziwnego, że sąd ten jest mocno obłożony sprawami z powództwa kredytobiorców frankowych. Przed zmianą przepisów Kpc do tego sądu trafiały także pozwy od kredytobiorców z innych części kraju, którzy pozywali bank BPH S.A. mający siedzibę właśnie w Gdańsku. Dla osób zainteresowanych tym ile spraw frankowych toczy się w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, ilu sędziów zajmuje się rozstrzyganiem tych sporów, ile wyroków zapadło w 2024 roku i w roku bieżącym, mamy interesujące dane „z pierwszej ręki”. Z artykułu dowiecie się m.in. którzy sędziowie z Gdańska mają najwięcej spraw frankowych w swoich referatach, ile wydali wyroków w ubiegłym roku oraz ile skarg na przewlekłość wpłynęło w związku z pracą konkretnego sędziego.
Gdy prezes mówi za dużo, a centrala milczy: katastrofa BNP Paribas i lekcje zarządzania kryzysem wizerunkowym w 2025 roku
Czy jeden nieprzemyślany komentarz może wywołać burzę, która zachwieje reputacją międzynarodowego banku? Przypadek BNP Paribas Bank Polska z kwietnia 2025 r. dowodzi, że w dobie mediów cyfrowych i społecznej wrażliwości odpowiedź brzmi: jak najbardziej. W bankowości na całym świecie było już wiele kryzysów – od drobnych wpadek po globalne skandale. Jednak historia prezesa Przemysława Gdańskiego i jego niefortunnej wypowiedzi o rzekomych antysemickich korzeniach niechęci do banków wyróżnia się jako studium przypadku, z którego powinni wyciągnąć wnioski wszyscy liderzy biznesu. W niniejszym felietonie analizujemy, co poszło nie tak w działaniach BNP Paribas, jak zmieniły się reguły gry w zarządzaniu kryzysem w 2025 roku oraz jakie innowacyjne podejście muszą dziś przyjąć instytucje finansowe, by ochronić swoją reputację.
Frankowicze przegrywają, ale tylko u niego. Sędzia Andrzej Kuryłek i tajemnica „odmiennych” wyroków
Mimo kilkunastu korzystnych dla frankowiczów orzeczeń TSUE i wydania przez Izbę Cywilną Sądu Najwyższego uchwały frankowej, kredytobiorca, który pozwie bank o nieważność umowy zawierającej niedozwolone klauzule przeliczeniowe, wciąż nie może być pewny wyroku w swojej sprawie. Przyczyna tego stanu rzeczy jest bardzo prosta: niewielka część sędziów wciąż nie dostrzega abuzywnego charakteru frankowych umów i oddala roszczenia konsumentów, przyznając rację argumentacji banków. Jednym z takich sędziów jest SSO Andrzej Kuryłek, orzekający w I Wydziale Cywilnym warszawskiego sądu. Postanowiliśmy sprawdzić, jak wyglądają najnowsze statystyki dotyczące apelacji w sprawach rozsądzonych przez sędziego Kuryłka, a także jak do wydawanych przez niego wyroków podchodzą sądy II instancji. Zapraszamy do analizy.
Potężny kryzys wizerunkowy BNP PARIBAS w Polsce. Prezes już przeprasza! Centrala nie ma odwagi skomentować sprawy!
Prezes BNP Paribas potrzebował tygodnia na zrozumienie, że jego wypowiedź na temat przyczyn niechęci Polaków do sektora bankowego może zostać uznana przez społeczeństwo za niestosowną. W końcu, za pośrednictwem serwisu Linkedin, zdecydował się odnieść do własnych słów i… po prostu przeprosić. Oczywiście nie mamy złudzeń co do tego, że Przemysław Gdański zacznie myśleć o Polakach w cieplejszy sposób – liczy się jednak to, że zdecydował się na publiczne przyznanie do błędu, czy szczere, czy podyktowane względami praktycznymi, nie będziemy oceniać. Jaką reakcję wywołał najnowszy wpis prezesa BNP Paribas i czy po wizerunkowej wpadce z zeszłego tygodnia przedstawiciele sektora w końcu zaczną liczyć się ze słowami, które wypowiadają pod adresem Polaków?