PLN - Polish Zloty
CHF
4,32
czwartek, 21 października, 2021

Teoria salda, Teoria dwóch kondycji, ustalenie nieważności – na czym polega i czy teoria dwóch kondycji jest faktycznie korzystniejsza?

W procesach frankowych stawka toczy się o duże pieniądze, dlatego też jednym z najistotniejszych elementów, który po zakwestionowaniu umowy kredytowej się pojawia, jest kwestia rozliczenia pomiędzy bankiem, a kredytobiorcą. Przez długi czas sądy w tym przedmiocie prezentowały dwa zupełnie odmienne poglądy, co powodowało niepewność i nie można było przewidzieć jak po zakończeniu procesu będzie się kształtować sytuacja kredytobiorcy.

Dziś co prawda mamy jednoznaczne stanowisko co do sposobu rozliczenia nieważnej umowy kredytowej, w praktyce jednak okazuje się, że nadal nie jest to najbardziej optymalne rozwiązanie dla kredytobiorcy.

Teoria salda – na czym polega?

Stwierdzenie przez sąd nieważności zawartej umowy kredytowej powoduje, że strony takiej nieważnej czynności prawnej powinny rozliczyć się z otrzymanych świadczeń, dlatego też po unieważnieniu kredytu frankowego, bank powinien oddać kredytobiorcy wszystkie pobrane środki tytułem spłaty kredytu oraz inne opłaty, zaś kredytobiorca powinien zwrócić równowartość otrzymanego kredytu.

W zakresie rozliczenia sądy stosowały dwie odrębne metody, część nieważnych umów rozliczna była bowiem w oparciu o teorię salda, a część w oparciu o teorię dwóch kondykcji.

Teoria salda zakłada, że zwrotu świadczenia powinien dokonać tylko ten podmiot, który uzyskał więcej od drugiej strony, niż sam świadczył na jej rzecz.

Stosując więc teorię salda w rozliczeniu nieważnej umowy kredytowej, kredytobiorca może skutecznie domagać się od banku zwrotu części wpłaconych pieniędzy, tylko w sytuacji, gdy do banku przekazał więcej środków, niż otrzymał w ramach uzyskanego kredytu.

Sprawdź: Unieważnienie kredytu we frankach – czy każdy kredyt można unieważnić?

W takim przypadku, na rzecz kredytobiorcy zostanie zasądzona różnica pomiędzy tym co otrzymał z banku, a tym co rzeczywiście do banku wpłacił.

Sędziowie, którzy opowiadali się za teorią salda, bardzo często stosowali ją niejako automatycznie, gdy stwierdzali nieważność zawartej umowy kredytowej, a więc dokonywali rozliczeń pomiędzy bankiem, a kredytobiorcą, co prowadziło do tego, że często roszczenia o zapłatę kredytobiorców nie były uwzględniane, lub były uwzględniane jedynie w niewielkiej wysokości.

Teoria dwóch kondykcji – na czym polega?

Teoria dwóch kondykcji stanowi natomiast, że roszczenie każdej strony jest odrębne i mogą być one dochodzone niezależnie od siebie.

Rozliczenie nieważnej umowy o kredyt frankowy w oparciu o teorię dwóch kondykcji powoduje więc, że na rzecz kredytobiorcy sąd zasądza całą dochodzoną kwotę, która z reguły stanowi sumę wszystkich opłat i rat wpłaconych do banku, niezależnie od wysokości udzielonego kredytobiorcy kredytu oraz od tego, czy zobowiązanie zostało w całości spłacone.

W takiej więc sytuacji, gdy bank chce odzyskać środki przekazane kredytobiorcy w ramach kredytu, musi w procesie podnieść zarzut potrącenia, gdy z kolei tego nie zrobi, swoich należności może dochodzić w odrębnym procesie.

Teoria dwóch kondykcji jest właściwa i powinna być stosowana.

Spór o to, która teoria jest właściwa i według jakich zasada należy dokonywać rozliczenia w przypadku stwierdzenia nieważności zawartej umowy, trwał bardzo długo i tak naprawdę został rozstrzygnięty zaledwie kilka miesięcy temu, gdy Sąd Najwyższy wydał w tym przedmiocie uchwałę.

W uchwale z dnia 7 maja br., Sąd Najwyższy stwierdził bowiem, że „umowa, która nie może wiązać bez niedozwolonego postanowienia – o czym decydują obiektywne kryteria wynikające z prawa krajowego – jest w całości bezskuteczna, a w konsekwencji konsument i kredytodawca mogą żądać zwrotu świadczeń spełnionych na jej podstawie jako nienależnych (art. 410 § 1 k.c.). Roszczenia stron mają charakter odrębny (niezależny), co oznacza, że nie ulegają automatycznie wzajemnej kompensacji i konsument może żądać zwrotu w całości spłaconych rat kredytu niezależnie od tego, czy i w jakim zakresie jest dłużnikiem banku z tytułu zwrotu nienależnie otrzymanej kwoty kredytu”.

Powołaną uchwałą Sąd Najwyższy potwierdził stanowisko, które zostało nieco wcześniej zaprezentowane również przez Sąd Najwyższy (w uchwale z dnia 16 lutego 2021 r., sygn. akt III CZP 11/20), tym samym więc, SN jednoznacznie przesądził, że rozliczenia nieważnych umów frankowych należy dokonywać w oparciu o teorię dwóch kondykcji i właśnie taką zasadę powinny stosować sądy powszechne.

Przedawnienie roszczeń w sprawach frankowych.

W momencie, gdy toczył się jeszcze spór o to według której teorii należy dokonywać rozliczeń nieważnej czynności prawnej, prawnicy jednoznacznie wskazywali, że korzystniejsza dla kredytobiorców jest teoria dwóch kondykcji i właśnie ona powinna być stosowana, dziś już jednak wiemy, że teoria dwóch kondykcji niekoniecznie stanowi najlepsze rozwiązanie, a wszystko z powodu upływu terminów przedawnienia.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, okres przedawnienia roszczeń kredytobiorcy wynosi sześć lub dziesięć lat, natomiast bank ma tylko trzy lata na dochodzenie swoich należności, gdy więc zestawimy to z regulacją, że „bieg przedawnienia rozpoczyna się od dnia, w którym roszczenie stało się wymagalne”, łatwo da się wysnuć wniosek, że roszczenie spełnione na podstawie nieważnie zawartej umowy, staje się wymagalne już w momencie jego przekazania, a więc dla banku termin przedawnienia rozpoczynał swój bieg w momencie wypłaty kredytobiorcy kredytu, zaś dla kredytobiorcy z płatnością każdej kolejnej raty.

W takim więc ujęciu, obecnie wszystkie roszczenia banków należałoby uznać za przedawnione (kredyty frankowe nie są udzielane już od kilku lat), zaś roszczenia kredytobiorców pozostawałyby nadal aktualne, dokonując zaś rozliczenia w oparciu o teorię dwóch kondykcji, tylko bank byłby zobowiązany do zwrotu środków kredytobiorcy, bo kredytobiorca mógłby skutecznie podnieść zarzut przedawnienia.

Sądy, które nieważne umowy rozliczały w oparciu o teorię salda, nie uwzględniały upływu terminów przedawnienia, dokonywały więc rozliczeń i potrąceń z całkowitym pominięciem tej kwestii, i przez to wskazywano na ograniczenie praw kredytobiorcy, gdyż nie mógł on powołać się na upływ terminów przedawnienia.

Z tych więc powodów teoria salda powszechnie uważana była jako mniej korzystna, nikt jednak nie spodziewał się, że stanowisko Sądu Najwyższego zmieni poglądy w tym zakresie.

Roszczenia banków nie są przedawnione.

Wspomniana powyżej uchwała Sądu Najwyższego z dnia 7 maja br., której nadana została moc zasady prawnej, rozstrzygnęła nie tylko kwestię rozliczeń w przypadku stwierdzenia nieważności umowy kredytowej, lecz Sąd odniósł się w niej również do tego w jaki sposób, a właściwie od którego momentu, liczyć należy początek biegu terminu przedawnienia.

Sąd Najwyższy przyjął, że kredytodawca, czyli bank, może żądać zwrotu swego świadczenia dopiero od chwili, w której umowa kredytu stała się trwale bezskuteczna, do tego bowiem czasu jej skuteczność pozostaje w zawieszeniu na korzyść konsumenta.

W czasie tego zawieszenia przedawnienie roszczenia restytucyjnego kredytodawcy nie może rozpocząć biegu.

Przedawnienie zaś roszczenia restytucyjnego konsumenta nie może rozpocząć biegu – zgodnie z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – zanim konsument dowiedział się lub, rozsądnie rzecz ujmując, powinien dowiedzieć się o niedozwolonym charakterze postanowienia.

Sprawdź: RANKING KANCELARII FRANKOWYCH

Sąd Najwyższy wyszedł z założenia, że całkowita bezskuteczność umowy kredytu staje się trwała (definitywna) wtedy, gdy należycie poinformowany o niedozwolonym charakterze postanowienia (bez którego umowa nie może wiązać) i jego konsekwencjach konsument nie wyraził świadomej i wolnej zgody na postanowienie, a jeżeli utrzymanie umowy jest możliwe po jej uzupełnieniu – sprzeciwił się temu uzupełnieniu.

O należytym poinformowaniu zaś można mówić wtedy, gdy konsumentowi udzielono w sposób obiektywny i wyczerpujący informacji o konsekwencjach prawnych, jakie może pociągnąć za sobą bezskuteczność niedozwolonego postanowienia, w tym – ewentualnie – o będącej jego następstwem bezskuteczności całej umowy i jej konsekwencjach.

Z powyższego trudno jednoznacznie wywnioskować kiedy dokładnie możemy mówić o trwałej bezskuteczności umowy, i wydaje się, że w każdym przypadku kwestia ta musi zostać indywidualnie ustalona, niemniej nie ma wątpliwości, że roszczenia banków na chwilę obecną nie uległy przedawnieniu, a więc banki mogą skutecznie dochodzić od kredytobiorców zwrotu wypłaconego kredytu, gdy sąd stwierdzi nieważność zawartej umowy.

Dlaczego teoria dwóch kondykcji niekoniecznie jest korzystna dla kredytobiorców?

Uchwała Sądu Najwyższego, w zakresie w jakim stanowi o rozpoczęciu biegu terminu przedawnienia roszczeń frankowych, jest niewątpliwie korzystna dla banków, i można nawet powiedzieć, że banki odniosły tutaj niewielki sukces.

W takim bowiem przypadku, gdy banki mogą skutecznie dochodzić przysługujących im roszczeń, rozliczenie w oparciu o teorię dwóch kondykcji, najpewniej doprowadzi do tego, że bank wytoczy kredytobiorcy kolejny proces sądowy, bo w ten sposób będzie dochodził kwoty, którą w ramach kredytu wypłacił.

Pomimo unieważnienia zawartej umowy kredytowej i odzyskania od banku środków przekazanych na podstawie zawartej umowy, kredytobiorca musi więc liczyć się z tym, że w niedługim czasie wszczęty zostanie kolejny proces, który wygeneruje kolejne koszty i będzie stanowić dodatkowe źródło stresu.

W takim więc ujęciu, rozliczenie w oparciu o teorię dwóch kondykcji nie wydaje się najbardziej optymalne, bo kwestii rozliczenia definitywnie nie zamyka i może spowodować, że toczyć się będzie kolejny proces z bankiem, kredytobiorcy mają jednak na szczęście i inne możliwości.

Ustalenie nieważności umowy, bez żądania zapłaty.

Rozwiązaniem, które w świetle wspomnianej uchwały Sądu Najwyższego może już wkrótce stać się bardziej popularne, a które samym kredytobiorcom zaoszczędzi środków i kolejnego procesu sądowego, jest domaganie się w sądzie jedynie samego ustalenia nieważności zawartej umowy kredytowej, bez obowiązku zwrotu przez bank pobranych środków.

Wobec tak sformułowanych żądań pozwu, po uwzględnieniu powództwa kredytobiorcy, sąd stwierdza nieważność zawartej umowy, zaś strony takiej umowy zwracają sobie wzajemnie co wobec siebie świadczyły.

Obowiązek zwrotu otrzymanych świadczeń wynika z samej istoty stwierdzenia nieważności zawartej umowy, wówczas więc, już poza drogą sądową, bank i kredytobiorca wzajemnie się rozliczają i zwracają otrzymane środki.

Sprawdź: SZTUCZNA INTELIGENCJA dla Frankowiczów sprawdzi w 2 min czy możesz pozwać bank

Niestety, może się również zdarzyć, że któraś ze stron będzie się uchylać od obowiązku zwrotu świadczenia i wówczas rzeczywiście konieczne będzie zainicjowanie kolejnego procesu, niemniej są to sytuacje bardzo rzadkie, bo jednak ani bank, ani kredytobiorca, nie są z reguły zainteresowani dalszym prowadzeniem sporu sądowego.

W związku z powyższym, wielu prawników pomagających frankowiczom pozbyć się kredytu frankowego, uważa, że najlepszy sposób na uwolnienie się kredytu frankowego to właśnie wnioskowanie o stwierdzenie nieważności zawartej umowy, lecz bez żądania zapłaty, gdyż wówczas kredytobiorca najpewniej nie zostanie uwikłany w kolejne procesy, lecz będzie się mógł cieszyć ze zwycięstwa z bankiem.

Uchwała Sądu Najwyższego jest sprawiedliwa.

Na marginesie zaznaczyć należy, że choć nie do końca wiadomo co Sąd Najwyższy miał na myśli mówiąc o „trwałej bezskuteczności umowy”, w ogólnym rozrachunku stwierdzić należy, że przyjęte rozwiązanie jest dobre, gdyż uwzględnia również interesy banków.

Nie da się ukryć, że obecny problem związany z kredytami frankowymi to efekt działania banków i to banki ponoszą winę za zaistniałą sytuację, jednak trudno uznać, iż sprawiedliwa byłaby sytuacja, gdyby kredytobiorca odzyskiwał od banku całość wpłaconej kwoty, a sam na rzecz banku w żadnym stopniu nie musiałby świadczyć, a więc nie oddawałby tej kwoty, którą z banku otrzymał.

Po stronie kredytobiorców powstawałby olbrzymi zysk, a banki traciłyby niewyobrażalnie, dlatego pośrednie w tej sytuacji rozwiązanie, czyli pozbawienie banków jakichkolwiek korzyści z udzielonego kredytu, wydaje się być  najbardziej optymalne.

FrankNews
FrankNews.pl składa się z ekspertów od spraw frankowych, prawników, dziennikarzy. Aktywnie śledzimy rozwój problematyki frankowej już od 2014 r, obserwujemy rozwój orzecznictwa oraz podmiotów oferujących pomoc prawną dla frankowiczów. Nasze artykuły regularnie publikowaliśmy w mediach oraz portalach internetowych. W 2020 r. postanowiliśmy stworzyć portal dzięki któremu każdy posiadacz kredytu frankowego znajdzie w jednym miejscu wszystkie niezbędne informacje. Tak powstał FrankNews.pl Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze