PLN - Polski złoty
CHF
4,39
poniedziałek, 27 maja, 2024

Nowy Rząd przyjmnie ustawę Frankową? Jest KTOŚ komu teraz na niej BARDZO ZALEŻY

Przed laty miała ratować frankowiczów przed rosnącym kursem helweckiej waluty. Dziś ma chronić banki przed horrendalnymi kosztami rozliczeń z frankowiczami, dyktowanymi przez sądy. Mowa oczywiście o ustawie frankowej, niegdyś wzgardzonej przez bankowców, a obecnie pożądanej przez cały sektor. I niechcianej już przez kredytobiorców, którzy mieli dość proszenia się banków o konwersję nieprzewidywalnych zobowiązań do bardziej uczciwej wersji. Dziś to kredytobiorcy dyktują warunki, a banki bezradnie przyglądają się, jak ich misternie skonstruowane frankowe umowy są masowo unieważniane przez krajowe sądy. Nie jest niczym dziwnym, że desperacko próbują zatrzymać lawinę powództw i wydawanych wyroków. Chcą przekonać rządzących do przepchnięcia ustawy, która zdecydowałaby za frankowicza, co stanie się z jego umową. Czy bankowcy mają szansę na zrealizowanie swoich założeń?

  • Kolejne wyroki TSUE i idąca za nimi zmiana linii orzeczniczej w sprawach frankowych skłoniły banki do przeproszenia się z ugodami. Bankowcy spóźnili się jednak z proponowaniem klientom ugód – ci wolą pozwy sądowe
  • Sektor bankowy zmaga się aktualnie z ponad 130 tys. powództw o franki. Gra w sądach toczy się o ogromne pieniądze, których bankowcy płacić nie chcą. Ma im w tym pomóc ustawa frankowa, o którą zabiegają w apelach kierowanych do polityków
  • Zmiana władzy to doskonały moment, by podjąć próbę przeforsowania swojej narracji w kwestii franków. Banki liczą, że nowy rząd będzie bardziej skłonny do rozmów o ustawie frankowej niż obóz Prawa i Sprawiedliwości, który odesłał zwaśnione strony do sądów
  • Bankowcy sieją swoją propagandę w mediach i zapewniają, że będą promować pomysł ustawy frankowej wśród politycznych decydentów. Prawda jest jednak taka, że obecnie jest znacznie więcej argumentów przeciw takiej ustawie niż za nią.

Komu potrzebna jest dziś ustawa frankowa: konsumentom czy bankom?

W 2015 roku, u szczytu kampanii prezydenckiej, spór dotyczący kredytów frankowych był jedną z osi, wokół której toczyła się polityczna dyskusja. Frankowicze wychodzili wówczas na ulicę z transparentami i liczyli na dialog z władzą. Chcieli systemowego rozwiązania problemu kredytów frankowych, marzyli o ugodach, które zdejmą z nich ryzyko kursowe i pozwolą na spłacanie zobowiązania na uczciwszych warunkach. Na żadne ustępstwa nie chciały się jednak godzić banki. Te gasiły każdą polityczną inicjatywę, która miała choć minimalną szansę na zakończenie się przedstawieniem w Sejmie stosownego projektu ustawy. Banki straszyły rządzących arbitrażem i roztaczały wizje kryzysu w sektorze, który miałby zostać spowodowany odsunięciem ich od gigantycznych zarobków na kredytach pseudowalutowych. Rządzący w końcu odpuścili.

Minęło kilka lat, a role we frankowym tangu się odwróciły. Teraz to frankowicze prowadzą, a banki dość nieudolnie próbują za nimi nadążyć. Kredytobiorcy nie chcą już ugód. Po odłożeniu ustawy frankowej na półkę partia rządząca odesłała ich do sądów, by w nich walczyli o sprawiedliwość. Tak też się stało – frankowicze masowo ruszyli do sądów, a te, na fali prokonsumenckich orzeczeń TSUE, zaczęły unieważniać kwestionowane przez nich kontrakty. Obecnie statystyki są jednoznacznie korzystne dla frankowiczów, którzy wygrywają ok. 97 procent sporów w sądach I instancji i aż 99 procent w apelacji. Te wygrane klientów ściągają na sektor bankowy ogromne koszty, liczone w dziesiątkach miliardów złotych. Do tej pory banki zgromadziły rezerwy frankowe warte ok. 50 mld zł i niewykluczone, że będą potrzebować drugie tyle, by trwale uwolnić się od ryzyka związanego z wadliwymi umowami – w sądach toczy się bowiem ponad 130 tys. postępowań, a każdego miesiąca banki otrzymują kolejne pozwy.

50 mld zł to ogromna kwota, wprost nie do wyobrażenia dla przeciętnego człowieka. Rozpala ona również wyobraźnię bankowców, którzy nie chcą rozstawać się z taką kasą. Wolą zainwestować ją gdzie indziej, co jasno komunikują w mediach. Jak uniknąć masowych unieważnień umów i zatrzymać pęd frankowiczów ku sądom? Przepisem miałaby być ustawa frankowa, czyli rozwiązanie, którego kredytobiorcy pragnęli przed kilkoma laty. Teraz to bankowcy zacierają ręce na myśl o tym, że politycy mogliby powrócić do koncepcji ustawowego rozwiązania kwestii franków.

Niestety dla bankowców, Prawo i Sprawiedliwość, które rządziło przez ostatnich 8 lat, nie chciało słyszeć o żadnej ustawie. Rząd odesłał frankowiczów do sądów i zyskał kilka lat spokoju, jego przedstawiciele ani myśleli wchodzić w drogę swoim potencjalnym wyborcom tylko po to, by pójść na rękę wielkim korporacjom. To nie one stawiają co cztery lata krzyżyk przy nazwisku kandydata na arkuszu wyborczym. Wybór był więc prosty – pomysł ustawy frankowej odrzucono.

Nowa władza zrobi to, czego nie podjęło się PiS?

Teraz bankowcy dostrzegają szansę na nowe otwarcie w kwestii franków. W perspektywie kilku tygodni najprawdopodobniej zmieni się rząd. Przyjdą nowi ludzie, z nowymi ambicjami i zapatrywaniami na sytuację rynku finansowego. Szefowie dużych banków, jak np. Cezary Stypułkowski (mBank S.A.) wprost komunikują, że będą namawiać do podjęcia ustawowych rozwiązań w obszarze franków. Niektórzy, jak np. Przemysław Gdański (BNP Paribas) uważają ustawę za najlepszy sposób na przecięcie „węzła gordyjskiego” zwanego kredytami frankowymi. Czy politycy ugną się pod naporem sektora bankowego?

Biorąc pod uwagę szereg różnych czynników, należy poddać w wątpliwość szansę na rozwiązanie frankowego sporu przy pomocy ustawy. Po pierwsze, politycy, którym uda się utworzyć rząd, nie będą skłonni do ułatwiania życia bankowcom, ponieważ wygrane wybory do Sejmu i Senatu to nawet nie połowa sukcesu. Przed nimi kolejne bitwy – wybory samorządowe w przyszłym roku, a następnie prezydenckie – w 2025 roku. Każdy z prawdopodobnych koalicjantów, tj. Koalicja Obywatelska, Trzecia Droga oraz Lewica, miał w kampanii swoje pomysły na rozwiązanie konfliktu o franki. Tylko Polska 2050 Szymona Hołowni (tworząca wraz z PSL Trzecią Drogę) optowała za pomysłem grupowych ugód. I wszystko pięknie, tyle tylko, że bankowcy nie mogą liczyć, iż Polska 2050 „klepnie” ustawę frankową w brzmieniu pożądanym przez sektor. To ugrupowanie uważa bowiem, że grupowe ugody powinny być zgodne z duchem orzeczeń TSUE, a te są tak odległe od prokorporacyjnych sugestii Komisji Nadzoru Finansowego, jak to tylko możliwe.

Nic zatem nie wskazuje na to, aby taka ustawa miała powstać w tym roku czy w kolejnych dwóch. Za dwa lata na ustawę może być już po prostu za późno – ci, którzy są chętni na pozew i unieważnienie umowy, pójdą do sądów przed wyborami prezydenckimi. A bankom ustawa frankowa jest potrzebna tu i teraz.

Po drugie, nie można zapominać o tym, kto w istocie zapłaciłby rachunek za bankowców, gdyby taka ustawa jednak przeszła. TSUE wielokrotnie wypowiadał się już o prawach konsumentów związanych z abuzywnymi umowami. Ani politycy, ani krajowe sądy nie mogą udawać, że orzeczeń TSUE nie było. Władza nie może odbierać konsumentom praw przyznanych im przez unijne prawo. Konsument, któremu rząd czy sądy odbiorą możliwość ochrony prawnej przewidzianej chociażby dyrektywą 93/13/EWG, może zwrócić się z roszczeniem przeciwko Skarbowi Państwa. Każdy doświadczony i korzystający z doradców polityk doskonale zdaje sobie z tego sprawę. I nie zagłosuje za projektem, który mógłby stanowić obciążenie w jego karierze.

Ugoda frankowa pod przymusem, czyli jak bankowcy chcą dogadywać się z klientami

Gdy mówimy „ugoda”, mamy zwykle na myśli jakieś bliżej nieokreślone dobrowolne porozumienie. Banki już dawno wypaczyły słowo „ugoda”. Przez ostatnie lata zachowywały się tak, jakby miały monopol na ocenę tego, co dla konsumenta powinno być sprawiedliwe i korzystne.

Tak dalece zapędziły się w dążeniach do eliminacji ryzyka prawnego z wadliwych kontraktów hipotecznych, że nie zwróciły uwagi, jak same uczyniły ze swoich programów ugodowych karykaturę ich samych.

Bankowcom zależy na systemowych ugodach – czymże mają one być, jeśli nie przymusem, stawiającym kredytobiorcę pod ścianą? „Albo jesteś z nami i konwertujesz kredyt na złotówki, albo przeciwko nam, i wtedy lepiej siedź cicho” – mniej więcej taki sygnał wysyła sektor do swoich klientów, nagłaśniając w mediach swoje dążenia do legislacyjnego rozwiązania frankowego sporu.

Całkiem niedawno, bo w I kwartale tego roku, media obiegła informacja o tym, że instytucje odpowiedzialne za stabilność sektora finansowego pracują nad koncepcją ustawy frankowej. Zamysł był taki, żeby obłożyć frankowiczów, którzy unieważnią swoje umowy, podatkiem, w praktyce odbierającym im korzyści ze zwycięstwa w sądzie i zrównującym ich sytuację z kredytobiorcami, którzy podpisali ugodę. Pod pomysłem Nadzoru nie chciał podpisać się żaden obóz polityczny. Pomysł takiego podatku został ostro skrytykowany przez ekspertów prawnych, którzy zobrazowali możliwe konsekwencje takiego rozwiązania. O podatku od korzyści z unieważnienia kredytu już niemal zapomniano. Dziś bankowcy nie śpieszą się, by roztaczać przed dziennikarzami wizje tego, jak miałaby wyglądać ustawa frankowa. Nie chcą rozsierdzać klientów, płosząc przy okazji politycznych decydentów, którzy mogliby ewentualnie wystąpić ze stosowną inicjatywą legislacyjną i poprzeć projekt w Sejmie.

Niezależnie od tego, jak lakonicznie bankowcy mówią dziś o ustawie frankowej, a także z jaką siłą przekonują, że jest im ona niezbędna, społeczeństwo musi zrozumieć jedno: ustawa ta będzie korzystna tylko dla banków, dla nikogo innego. Wprowadzenie systemowego rozwiązania sporu o franki byłoby negatywnym scenariuszem nie tylko dla frankowiczów sądzących się z bankami, ale i dla wszystkich konsumentów, którzy są uczestnikami rynku finansowego i podpisują umowy z wielkimi korporacjami.

Ustawa byłaby zamieceniem sprawy pod dywan, udaniem, że banki wcale nie wprowadziły w błąd swoich klientów i nie obciążyły ich pełnym ryzykiem za umowy tak wadliwe, że po wykreśleniu z nich klauzul abuzywnych nadają się tylko do eliminacji z obrotu prawnego. Jeśli banki dopięłyby swego, oznaczałoby to, że żaden konsument nie może czuć się już bezpiecznie w relacji z kredytodawcą czy jakąkolwiek inną wpływową korporacją – z dnia na dzień okazałoby się bowiem, że ochrona konsumencka przewidziana dyrektywą 93/13/EWG nic nie znaczy, a przedsiębiorca może bezkarnie dzielić się ze społeczeństwem swoimi stratami, jednocześnie prywatyzując zyski. A na to w kraju, który leży w centrum Europy, nie można po prostu pozwolić.

 

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl składa się z ekspertów od spraw frankowych, prawników, dziennikarzy. Aktywnie śledzimy rozwój problematyki frankowej już od 2014 r, obserwujemy rozwój orzecznictwa oraz podmiotów oferujących pomoc prawną dla frankowiczów. Nasze artykuły regularnie publikowaliśmy w mediach oraz portalach internetowych. W 2020 r. postanowiliśmy stworzyć portal dzięki któremu każdy posiadacz kredytu frankowego znajdzie w jednym miejscu wszystkie niezbędne informacje. Tak powstał FrankNews.pl Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze